piątek, 27 kwietnia 2012

Domowe obcinanie włosów!

Tak jak już pisałam w poprzedniej notce, postanowiłam zaprzestać korzystania z usług fryzjera i przerzucić się podcinanie włosów w domu - dzisiaj zrealizowałam ten pomysł :). Moje końcówki były już dość mocno zniszczone i rozdwojone, więc potrzebowałam obcięcia ok. 3 cm włosów. Poza tym moje włosy są pocieniowane lekko na końcach (na kształt litery U) i z przodu. Takie też cięcie chciałam zatrzymać.

Na zdjęciach może wydawać się, że nie ma zbytniej różnicy w długości, ale to chyba dlatego, że na drugim zdjęciu za bardzo odchyliłam głowę do tyłu.


Pocieniowane włosy z przodu.


Pa pa, rozdwojone i zniszczone końcówki! :)


Włosy miałam obcinane w 3 etapach. Najpierw dolna warstwa (górną spięłam na czubku głowy) została skrócona o 3 cm i obcięta w kształt litery U. Następnie to samo z górną warstwą, z tym, że została ona obcięta odrobinę bardziej, aby włosy stały się bardziej „trójwymiarowe”. Na końcu przód i delikatne „pazurki”. W roli fryzjera wystąpił mój chłopak:)

Od teraz zostaję przy strzyżeniu domowym, gdyż jestem bardzo zadowolona z rezultatów. Efekt wyszedł dokładnie taki jak chciałam. Polecam każdemu taki sposób, wystarczy zaufana osoba i para ostrych nożyczek (te Elite, które kupiłam w Naturze sprawdziły się – według mnie jakość ok, chociaż nie mam porównania, ponieważ nigdy nie miałam innych).

czwartek, 26 kwietnia 2012

Nowe zakupy i nieprzyjemne sytuacje w drogerii Natura

Dziś mam dla Was parę moich nowych nabytków z Rossmanna i Natury, a są nimi:



1. Olejek Alterra pomarańcza i brzoza, cena ok. 17 zł – długo czaiłam się na ten olejek. Kupiłam go z myślą o olejowaniu włosów – o efektach na pewno dam znać.

2. Pomadka ochronna Alterra z rumiankiem, cena ok. 5 zł – skończył mi się mój ulubiony Carmex, jednak zamiast kupować go ponownie, postanowiłam dać szansę tej pomadce. Już zaczęłam jej używać i spisuje się całkiem nieźle.

3. Maseczka nawilżająca Efektima z wyciągiem z arbuza, cena ok. 3 zł – po użyciu napiszę jej recenzję. Fajnie, że do maseczki dodano również drugą taką samą saszetkę, tylko że z balsamem do ciała.

4. Nożyczki fryzjerskie Elite, cena 29,99 – nożyczki zakupiłam, ponieważ postanowiłam pożegnać się z fryzjerem. Nie wiem czy też tak macie, ale mnie przed każdą wizytą u fryzjera towarzyszy ogromny stres, że zostanę ostrzyżona nie tak jak chcę. Mimo, że nie mam skomplikowanej fryzury – tylko lekko cieniuję włosy. Poza tym takie wizyty kosztują niemało. U mnie w mieście za samo podcięcie końcówek i z lekkim wycieniowaniem wołają gdzieniegdzie 70 zł, nie wliczam oczywiście tych salonów z wyższej półki, gdzie wolę ceny nawet nie sprawdzać. Dlatego też postanowiłam, że przerzucę się na strzyżenie w domu.

A teraz przy okazji chciałabym napisać Wam o moich przygodach z ekspedientkami z drogerii Natura:) Ogólnie rzecz biorąc bardzo lubię tę drogerię, posiada ciekawy wybór kosmetyków zarówno do makijażu jak i pielęgnacji. Na obsługę również nie narzekam. Z JEDNYM WYJĄTKIEM. Zaznaczam, że w innych Naturach w moim mieście nigdy się z takim czymś nie spotkałam, ale w pewnej jednej konkretnej Naturze ciągle spotykają mnie nieprzyjemności. 

Przypomniałam sobie o tych sytuacjach przy okazji mojej ostatniej wizyty, kiedy to właśnie kupowałam wspomniane nożyczki fryzjerskie. Weszłam do Natury, stanęłam przy dziale z przyrządami do makijażu i włosów i zaczęłam oglądać produkty. Podchodzi do mnie ekspedientka i oczywiście pyta klasycznie „Czy w czymś mogę pomóc?”. Z reguły na takie pytania odpowiadam „nie, dziękuję.”, bo czasami mam wrażenie, że jestem zorientowana w asortymencie i kosmetykach lepiej niż panie tam pracujące :P No ale tym razem postanowiłam dać pani szansę i powiedziałam, że szukam nożyczek fryzjerskich. Pani stanęła obok mnie, wskazała na degażówki i powiedziała, że są tylko takie nożyczki. Pytam się jej, czy są jakieś inne, bo szukam zwykłych nożyczek a nie degażówek. Kobieta nawet nigdzie nie spojrzała, tylko odpowiedziała, że nic innego nie ma i... szybko uciekła w siną dal:) Wiedziałam, że w Naturze są dostępne zwykłe nożyczki, więc zaczęłam szukać na własną rękę. Nie musiałam długo szukać. Pod tymi degażówkami na haczyku wisiały oczywiście zwykłe nożyczki. Potem podeszłam jeszcze do innego stoiska z przyrządami i znalazłam kolejne fryzjerskie nożyczki. No i jak tu zaufać tym ekspedientkom? Gdy nie moja wrodzona nieufność ;) i to, że sama poszukałam, to wyszłabym z niczym. A ekspedientka skoro już zaoferowała pomoc to mogłaby chociaż sprawdzić dokładniej. A skoro jest taka niekompetentna i nie zna asortymentu, to co za problem wpisać nazwę produktu do komputera by upewnić się, że na pewno go nie ma? 

Ale taka sytuacja to jeszcze nic takiego:) Nawet mnie rozśmieszyło, bo po raz kolejny utwierdziłam się, że w kwestii zakupów trzeba polegać tylko na sobie. A teraz mam dla was kolejne dwie sytuacje, jednak bardziej nieprzyjemne.

Sytuacja nr 1. Byłam w Naturze, kupiłam coś za ponad 30 zł i jak wiecie, czasem są takie promocje, że po przekroczeniu pewnej kwoty można coś kupić po niższej cenie lub dostać za 1 grosz. Pani skasowała kosmetyki, które zakupiłam i mówi kwotę do zapłaty. A ja właśnie zauważyłam napis obok kasy, że przy zakupach za powyżej 30 zł przysługuje gazeta „Uroda” za 1 grosz. I mówię, że poproszę jeszcze tę gazetę za 1 grosz. A ekspedientka mi mówi, że teraz to już za późno i nie może mi dać tej gazety. A ja mówię, że „przecież pani mnie nawet nie poinformowała o tej promocji” (bo jak wiecie w większości sklepów pracownicy mają nawet obowiązek o informowaniu klienta o wszystkich przysługujących rabatach i promocjach). Po tej odpowiedzi pani chyba trochę się przestraszyła: sięgnęła pod ladę i dała mi gazetę - jak widać jednak można! Nie zdziwiłabym się, gdyby kolekcjonowała te promocyjne gazety i później rozdawała w prezencie koleżankom.

Sytuacja nr 2. Dostałam kiedyś kupony rabatowe do wykorzystania. Przy kasie razem z zakupami dałam pani kupon. Pani go wzięła i nabiła wszystkie produkty. Po otrzymaniu rachunku zauważyłam jednak, że rabat nie został uwzględniony na wszystkie produkty. Po mojej prośbie aby nabiła rabat na wszystko (bo na wszystko te zniżki obowiązywały) kobieta z wielką łaską (!!!) nabiła jeszcze raz poprawnie. To jeszcze nic, nawet by mnie to nie wkurzyło. Ale później, jako że kupiłam dość sporo produktów, poprosiłam ją o torebkę do zapakowania zakupów. A ona do mnie, że „siateczki są płatne” (!!!) WTF?? Przecież zawsze w Naturze dostaję siatki i nigdy nikt nie kazał mi za nie płacić. Widać kobieta chciała się odegrać za to, że miałam czelność ;) poprosić ją o nabicie poprawnej ceny na kasie:) Wtedy byłam tak zszokowana, że upchnęłam kosmetyki do torebki, odwróciłam się na pięcie  i wyszłam. Trochę żałuję, że tak zrobiłam, bo mogłam poczekać i zobaczyć, czy następnej klientce da siatkę i zrobić jej awanturę.

Trochę się rozpisałam, ale musiałam Wam o tym napisać. Chciałabym jeszcze powtórzyć, że sytuacje z niemiłymi babskami zdarzają mi się tylko w jednej konkretnej Naturze, więc to chyba wina kierownika, że zatrudnia takie osoby. W reszcie Natur nigdy nie miałam takiej sytuacji, kobitki zawsze są miłe i uśmiechnięte. A Wy macie jakieś nieprzyjemne wspomnienia z ekspedientkami?

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Pielęgnacja ciała - mój aktualny zestaw kosmetyków

Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam kosmetyki do pielęgnacji ciała, których aktualnie używam. Nie wiem, czy jest tego dużo czy mało, mnie wydaje się, że w sam raz :) Aby ułatwić czytanie tej notki, podzieliłam kosmetyki na 4 kategorie: mycie, nawilżanie / odżywanie, antyperspiranty i depilacja. Zapraszam do oglądania!



1. Mycie


a) Żele pod prysznic: Palmolive Ayurituel. Używam ich zamiennie, zależnie od nastroju. Nie jestem przywiązana do żeli pod prysznic - zazwyczaj kupuję ten, który aktualnie mi się spodoba, ładnie pachnie i jest w promocji:) Tym razem padło właśnie na te żele Palmolive.

b) Płyn do higieny intymnej: Lactacyd Femina. Mój faworyt od długiego czasu i od dawna nie zamieniam na żaden inny.

c) Peeling: Wellness & Beauty Algi i minerały morskie. Bardzo fajny, Rossmannowy produkt - przyjemne działanie i ładny słoiczek:)

d) Naturalna gąbka do mycia ciała i masażer. Te dwa przyrządy dostałam na gwiazdkę (były w zestawie razem z koszyczkiem i innymi przyrządami - natknęłam się na nie w Naturze i są jeszcze dostępne). Gąbka bardzo fajnie ściera naskórek. Masażera również używam pod prysznicem, kiedy mam trochę więcej czasu i chcę pobudzić krążenie.


2. Nawilżanie / odżywianie


a) Masło do ciała: Be Beauty Afryka i Lemon. Te Biedronkowe masła chyba już każdy zna. Osobiście wolę Afrykę, ponieważ ma lepszą konsystencję i lepiej się nakłada. Ale Lemon też ma swoje zalety:)

b) Oliwka do ciała: Johnson’s Baby, oliwka na dobranoc o zapachu lawendy. Cudowny zapach, idealny na aplikację przed snem. Rano budzę się i nadal ją czuję, szczególnie na piżamie. Sama oliwka może jednak przy zbyt częstym stosowaniu wysuszać zamiast nawilżać.


3. Antyperspiranty

a) Antyperspirant w żelu: Lady Speed Stick. Lady używam już od jakichś... 12 lat:) Od momentu kiedy pojawił się w Polsce nie zamieniłam go na żaden inny. Na Wizażu ma złe opinie, jednak ja zupełnie się z tym nie zgadzam. Świetny zapach, który daje nam gwarancję świeżości przez cały dzień, trwały, wydajny, skuteczny.

b) Antyperspirant w sprayu: Nivea Energy Fresh trawa cytrynowa. Na ten dezodorant również narzekają w wizażowym katalogu kosmetyków. I ja znowu mam przeciwną opinię. Używam go, odkąd pojawił się na rynku, było to bodajże w roku 2007. Nie hamuje pocenia, ale lubię się nim psiknąć dla odświeżenia, ponieważ posiada świetny, trwały zapach. 

c) Bloker: Everdry. Odkąd weszłam w wiek dojrzewania, miałam ogromne problemy z nadpotliwością. Żaden preparat nie dawał rady (a próbowałam Antidralów, kryształów i wielu innych), zawsze miałam mokre plamy. Pot był bezwonny, wyglądał bardziej jak woda. Ale odczuwałam straszny dyskomfort. Na szczęście jakieś 2-3 lata temu ciocia z Niemiec przywiozła mi właśnie ten preparat. Na początku zastosowałam go codziennie na noc przez tydzień – problem po prostu zniknął. Później dla podtrzymania efektu stosowałam go na noc raz na około 2 tygodnie. Teraz stosuję jeszcze rzadziej i efekt nadal jest rewelacyjny. Jedyny mankament to wysoka cena (ok. 130 zł).


4. Depilacja


a) Depilator: Braun 5180. Używam go do depilacji nóg – recenzję depilatora przedstawiłam już w tej notce.

b) Pianka do golenia: Isana Sensitiv. Spełnia wszystkie moje wymagania i jest tania, dlatego niezmiennie wybieram właśnie tę piankę.

c) Maszynki do golenia: BIC Pure 3 Lady. Kupuję je w opakowaniu po 8 lub 12 sztuk. Jak dotąd nie widziałam lepszej jakości maszynek w tej cenie.


To już wszystko, jestem ciekawa czy ktoś dotarł do końca:) Jeśli zainteresuje Was szczególnie jakiś kosmetyk i chciałybyście dokładniejszą recenzję, dajcie znać.
A jak wygląda Wasza pielęgnacja, miałyście któryś z tych kosmetyków?

czwartek, 19 kwietnia 2012

Wszystkie kobiety Adriana :) i moje przemyślenia


Chciałabym dzisiaj podzielić się z Wami pewnymi przemyśleniami. Temat może będzie dla niektórych kontrowersyjny, ale w końcu dlatego założyłam bloga, żeby prezentować na nim swoje zdanie:)
Ostatnio na ulicach mojego miasta zawitała na billboardach bardzo ciekawa reklama. Widziałyście ją już w swoich miastach?

 Przepraszam za słabą jakość zdjęcia, ale zrobiłam je na szybko komórką kiedy stałam w korku:)

Same przyznacie, że tego typu reklam bywa bardzo mało. Uważam, że pomysł na reklamę jest bardzo trafiony. Według mnie ta modelka jest świetna – jest seksowna i posiada piękne kształty. Poza tym taki billboard na pewno bardziej zwraca uwagę i pozostaje na dłużej w pamięci niż „zwykłe” reklamy bieliźniane. Gratulacje dla marketingowców firmy Adrian – dzięki takiej kampanii firma na pewno zyskała wiele nowych klientek.

Reklama należy do firmy Adrian produkującej rajstopy. Co ciekawe, po wejściu na ich stronę internetową zobaczyłam, że firma ta produkuje nie tylko bieliznę w dużych rozmiarach, ale posiada kompletną rozmiarówkę od bardzo małych do bardzo dużych rozmiarów. No tak – w końcu Adrian kocha wszystkie kobiety :)

Przeglądając katalog firmy natknęłam się również na takie zdjęcia:

[zdjęcie pochodzi ze strony www.adrian-rajstopy.pl]

Widziałyście kiedyś takie opakowania rajstop? Bo ja nie :) Ale jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. 


A tutaj kolejny przykład:

[zdjęcie pochodzi z katalogu firmy Adrian „Fantasy by Adrian” dostępnego na stronie www.adrian-rajstopy.pl] 

Na pierwszy rzut oka powyższe zdjęcie niczym się nie wyróżnia. Ale jak widzicie ta pani posiada zdrową, niewychudzoną sylwetkę. Takie właśnie powinny być modelki!

Podsumowując: jestem na tak! Nie znałam wcześniej firmy Adrian, ale po tej kampanii oraz zapoznaniem się ze zdjęciami modelek pozujących dla Adriana, zyskałam sympatię do tej firmy i jeśli będę miała okazję, to z półki spośród innych marek na pewno wybiorę ich produkt.


Chciałam jeszcze dodać kilka słów od siebie. Uważam, że promowanie nienaturalnie wychudzonego ciała powinno się skończyć raz na zawsze. Przeraża i zasmuca mnie fakt, że w dzisiejszych czasach panuje kult chudości. Zachorowań na anoreksję czy bulimię jest o wiele więcej niż jeszcze 20-30 lat temu.


[powyższe screenshoty pochodzą z video tej kampanii reklamowej: http://www.youtube.com/watch?v=mgMx894Jbdo]


[zdjęcia pochodzą ze stron intradayfun.com i talentmanagement.com]


Powyższe zdjęcia mnie przerażają. Co dzieje się z tym światem, dlaczego lansowany jest taki wizerunek kobiety? Najbardziej szkoda mi nastolatek, które oglądają takie zdjęcia. Wpaja im się, że to jest właśnie ideał piękna. A później biedne dziewczyny po takim praniu mózgu głodzą się, by dorównać to takiego wyglądu. 

Sama będąc trochę młodsza przechodziłam okres, w którym nie akceptowałam swojego ciała, głodziłam się, chciałam schudnąć za wszelką cenę. Wprowadziło mnie to w wiele problemów, w tym zdrowotnych. Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo to temat już dla mnie zamknięty. Na szczęście jakieś 2-3 lata temu udało mi się zmądrzeć i teraz mój punkt widzenia jest zupełnie inny – lubię swoje ciało i chcę, by było zdrowe. Uważam, że swoje ciało trzeba szanować i dbać o nie. Odżywiam się zdrowo, by organizm dostawał wszystkie niezbędne składniki. Uprawiam sport nie dlatego, by schudnąć, ale żeby było ono zadbane i kształtne i aby mieć lepszą kondycję. 

Na zakończenie tego postu chciałabym napisać, że nie miał on na celu urazić żadnej szczupłej osoby. Sama znam kilka osób, które są naturalnie bardzo szczupłe i chciałyby przytyć i mają problemy z akceptacją własnego ciała. Ale jest różnica pomiędzy nienaturalną chudością, wręcz wychudzeniem (i świadomym dążeniem do tego) a byciem naturalnie szczupłym.
Nie chodzi mi też o to, byśmy objadały się ciastkami i hamburgerami oraz spędzały całe dnie na kanapie. Mój post miał na celu pokazanie, że powinnyśmy pokochać nasze ciała i nie niszczyć ich. Jeśli będziemy o nie dbać, zdrowo się odżywiać i uprawiać sport, one odwdzięczą się nam ładnym, zdrowym wyglądem. I tego każdej z nas życzę!

środa, 18 kwietnia 2012

Recenzja: Natur Vital aloesowa maska do włosów

Dzisiaj przedstawiam Wam maskę do włosów, która jest naprawdę godna uwagi. Na tę maskę natknęłam się kiedyś będąc w Naturze. Zdecydowałam się na jej zakup z powodu przyjaznego składu i obietnic producenta. Nie żałuję decyzji:)

Nazwa: Natur Vital Sensitive Hair Mask
Producent: Instituto Naturvita, made in Spain

Cena: ok. 23 zł / 300 ml
Gdzie kupić: drogerie Natura

Opis producenta: Odżywka do włosów dla osób o wrażliwej skórze głowy. Już w 3 minuty przywraca utraconą witalność i nawilża włosy, zostawiając je lśniące i puszyste. Organiczny sok z aloesu bogaty w aminokwasy, witaminy i minerały, które silnie zwiększają nawilżenie i miękkość włosów. Zapewnia połysk i elastyczność. Jałowiec nawilża skórę głowy i wzmacnia cebulki włosowe.

Skład: Aqua (Water); Cetearyl Alcohol; Aloe barbadensis leaf juice; Cetyl Esters; Glycerin; Juniper communis fruit extract; Behentrimonium Chloride; Panthenol; Cetrimonium Chloride; Parfum (Fragrance); Phenoxyethanol; Benzoic Acid; Dehydroacetic Acid; CI 77891.

Maska zawiera: 100% organiczny sok z aloesu, wyciąg z jałowca, prowitaminę B5
Maska nie zawiera: barwników, silikonów, parabenów, olei mineralnych

Zdjęcia i moja opinia:

 Opakowanie maski to taki oto przyjemny zielony pojemniczek.


Wieczko maski.


Maska ma konsystencję rzadkiego budyniu:) Łatwo rozprowadza się na włosach.


ZALETY:
+ nadaje włosom połysk
+ nawilża włosy
+ nie obciąża
+ dobrze rozprowadza się na włosach
+ przyjazny skład
+ bardzo wydajna
+ delikatna dla skóry głowy
+ przyjemny, naturalny zapach

WADY:
- czasem zdarza się, że włosy trochę się plączą

OCENA OGÓLNA: 5/5
Przy regularnym używaniu tej maski przekonałam się, że naprawdę działa! Efekt może nie był natychmiastowy, ale tak się zdarza zazwyczaj tylko z kosmetykami o wielu sztucznych dodatkach, które sprawiają wrażenie (i tylko wrażenie) natychmiastowych efektów na włosach. Maska spełniła moje oczekiwania: włosy są puszyste, nawilżone i posiadają ładny połysk. Na opakowaniu jest napisane, że to maska, jednak ja traktuję ją bardziej jako odżywkę i używam jej 2-3 razy w tygodniu. Maska jest bardzo wydajna – zakupiłam ją chyba w październiku, a została mi jeszcze ponad połowa.

Próbowałyście kiedyś tej maski? A może znacie jakieś inne godne polecenia?

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Recenzja: Eva Natura Zioła Polskie - krem nawilżający na dzień i na noc

To już drugi polski produkt, który prezentuję na blogu. Na pewno polskich kosmetyków będzie jeszcze więcej, gdyż staram się wspierać polskie marki, które często nie odbiegają jakością od zagranicznych, a czasem nawet bywają lepsze. Dzisiaj mam dla Was recenzję kremu nawilżającego Eva.

Nazwa: Eva Natura Zioła Polskie Krem intensywnie nawilżający na dzień i na noc z ekstraktem z melisy.
Producent: F.K. Pollena-Ewa SA, made in Poland:)

Cena: ok. 6 zł / 50 ml
Gdzie kupić: ja zakupiłam w Realu

Opis producenta: Lekki i doskonale wchłaniający się krem o intensywnym działaniu nawilżającym. Zapewnia optymalny efekt wygładzenia i poprawy elastyczności skóry. Zawiera ekstrakt z melisy bogaty w polifenole, flawonoidy, sole mineralne, wzbogacony o kompleks nawilżający NMF o specjalnym składzie, dzięki czemu nawilżenie skóry jest natychmiastowe, głębokie i długotrwałe. Działa uspokajająco i kojąco, chroni skórę przed wolnymi rodnikami opóźniając procesy starzenia.

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol/Ceteareth-20, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Isopropyl Palmitate, Sorbitol, Cetyl Alcohol, Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice, Planago Lanceolata (Plantain) Extract/Calendula Officinalis (Pot Marigold) Extract/Melissa Officinalis (Common Bahu) Extract, Sodium Lactate/Sodium Pca / Glycine / Fructose / Urea / Niacinamide / Inositol / Sodium Benzoate / Lactic Acid, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Methylparaben, Propylparaben, Parfum, Carbomer, Sodium Hydroxide, 1-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Peg-8/Tocopherol, Ascorbyl Palmitate / Ascorbic Acid / Citric Acid / Hydroxycitronellal, Benzyl Salicylate, Geraniol, Linalool, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene


Zdjęcia i moja opinia:


Opakowanie kremu to bardzo estetyczny, szklany słoiczek z poręczną nakrętką.

Konsystencja kremu jest lekka i delikatna.


ZALETY:

+ przyjemna, lekka konsystencja
+ bardzo szybko się wchłania
+ skóra po użyciu nie błyszczy się
+ delikatny zapach
+ dobry, nieoszukany skład (wiele naturalnych składników)
+ nie zapycha, nie wywołuje niespodzianek na twarzy
+ świetne opakowanie (szklany słoiczek)
+ wydajny
+ niska cena

WADY:

- na pewno nie jest intensywnie nawilżający
- nieodpowiedni w okresie zimowym
- nie poradził sobie z suchymi skórkami na nosie (na szczęście trochę je zmniejsza)


OCENA OGÓLNA: 4 / 5
Szkoda, że krem nie spełnił obietnic producenta – na pewno nie nawilża intensywnie. Ale nawilża w stopniu zadowalającym:) Kupiłam go na początku zimy i wtedy się nie sprawdził. Byłam bardzo zawiedziona i używałam go tylko raz na kilka dni, jako przerywnik od cięższych kremów. Ale stopniowo, kiedy dni stawały się coraz cieplejsze, ten kremik zyskiwał moją sympatię. Teraz używam go prawie codziennie, z reguły na noc, ale czasem też rano – zależy od stanu mojej skóry i nastroju:) Nie jest to jakiś wielki nawilżacz, ale posiada wiele innych zalet, dzięki którym go lubię. A im cieplejsze stają się dni, tym lepiej radzi sobie z moją skórą – więc myślę, że na lato będzie idealny.

DOPISEK LIPIEC 2012: krem zmienił ostatnio nazwę i opakowanie, teraz można go spotkać jako EVA NATURA HERBAL GARDEN.

piątek, 13 kwietnia 2012

Pojedynek :) Pudry matujące: Rimmel Stay Matte vs Sensique Matt Finish Powder

Dzisiaj przedstawię Wam porównanie dwóch pudrów matujących w kamieniu, które posiadam. Moja cera jest sucha, więc nie ma tendencji do błyszczenia się, ale zawsze lubiłam pudry matujące. Dziś chciałam Wam pokazać dwa takie produkty i porównać ich jakość.

 Rimmel Stay Matte i Sensique Matt Finish Powder 

 Jak widać Sensique niestety trochę się pokruszył.

 Porównanie odcieni: Sensique posiada cieplejszy odcień



Zawodnik nr 1:) Rimmel Stay Matte



Opis producenta: Kontroluje błyszczenie się skóry aż do 5 godzin! Zmniejsza widoczność porów. Zapewnia naturalne matowe krycie.

Skład: Talc, Mica, Magnesium Stearate, Polyethylene, Petrolatum, Phenyl Trimethicone, Dimethicone, Polybutene, Isostearyl Neopentanoate, Ethylhexyl, Methoxycinnamate, Tocopheryl Acetate,, Methylparaben, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Paraffinum Liquidum/Mineral Oil/Huile Minerale, Propylparaben, Zinc Oxide, Parfum/Fragrance, Aloe Barbadensis, Polysorbate 20, Bht, Butylphenyl,  Methylpropional, Benzyl Salicylate, Citronellol, Hexyl Cinnamal,Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene, Carboxaldehyde, Linalool, Butylparaben. [May Contain /Peut Contenir /+/-: Titanium Dioxide (Ci 77891), Iron Oxides (Ci 77491, Ci 77492, Ci 77499), Ultramarines (Ci 77007)

Cena: ok. 22 zł / 14g
Gdzie kupić: powszechnie dostępny (drogerie Rossmann, Natura i inne)

Opakowanie: plastikowe z odkręcanym wieczkiem. Brak gąbeczki.

Efekt na skórze bez podkładu: Okropny. Puder jest wygląda bardzo sztucznie, przez pierwszą godzinę bardzo podkreśla suche skórki, nie tylko na nosie, ale też na czole czy brodzie... Po 1-2 godzinach efekt jest już lepszy i skóra wygląda naturalniej, lecz po kilku godzinach puder „znika” z twarzy i wygląda ona jak przed użyciem pudru.

Efekt na skórze z podkładem: Tutaj już dużo lepiej. Bardzo dobrze współgra z podkładem (ja próbowałam z podkładem Clarena oraz Rimmel Lasting Finish), daje ładne wykończenie i naturalny efekt.

Odcienie: Dostępnych jest 6 odcieni, jednak wszystkie są bardzo jasne. Lubię ciepłe odcienie, więc wybrałam nr 006 Warm beige, (poza tym wydawał się mi najciemniejszy ze wszystkich odcieni), jednak po przetestowaniu jest dla mnie trochę za jasny.



Zawodnik nr 2:) Sensique Matt Finish Powder



Opis producenta: Lekki puder o jedwabistej konsystencji. Formuła wzbogacona o olejki jojoba i aloe vera oraz składniki absorbujące. Matowi skórę, nadaje jej zdrowy wygląd i chroni cerę. Idealny do korygowania makijażu.

Skład: Talc, Titanium dioxide, Mica, Kaolin, Corn Starch, Jojoba oil, Aloe Vera Oil, Isohexadekane, Ethylparaben, C.I.45-380, 77-491, 77-492, 77-499, 15-850, 12-085, 45-410:2, Mica Titanium Dioxide Iron Oxides

Cena: 7,99 zł / 12g (często w promocji za 5,99)
Gdzie kupić: drogerie Natura

Opakowanie: plastikowe z wieczkiem na zawiasach. Wygodne, wygląd przeciętny. Brak gąbeczki.

Efekt na skórze bez podkładu: Puder Sensique o wiele lepiej spisuje się od Rimmela. To dla mnie ważne, ponieważ często nie używam podkładu, a jedynie samego pudru. Sensique również podkreśla suche skórki, ale w o wiele mniejszym stopniu. Skóra wygląda promiennie, podkreślone suche skórki znikają już po 30 minutach. Puder długo utrzymuje się na twarzy, nie „znika” tak jak Rimmel.  

Efekt na skórze z podkładem: Tutaj również jestem zadowolona z działania tego pudru, jednak trzeba uważać, by nie nałożyć go za dużo – wtedy może powstać mało naturalny efekt maski. Dlatego pod względem współpracy z podkładem wygrywa Rimmel.

Odcienie: Dostępne są 4 odcienie, jednak są bardziej zróżnicowane, ponieważ dostępne są też ciemniejsze i ciepłe. Posiadam odcień nr 03, z którego jestem bardzo zadowolona – idealnie pasuje do kolorytu mojej skóry.


Podsumowanie pojedynku: moim faworytem jest zdecydowanie Sensique i to on wygrywa pojedynek:)

W czym wygrywa Sensique:
+ lepiej radzi sobie na skórze bez podkładu
+ dłużej trzyma się na twarzy
+ niższa cena
+ przyjaźniejszy skład
+ lepszy wybór odcieni

W czym wygrywa Rimmel:
+ lepiej współpracuje z podkładem

Jeśli chodzi o matowienie, bo takie jest ich zadanie – oba pudry matują dobrze, skóra się nie błyszczy przez cały (nawet ciepły) dzień. Jednak tak jak pisałam, moja twarz nie ma tendencji do błyszczenia, więc pod tym względem ciężko jest mi ocenić działanie. Bardziej skupiłam się na polepszeniu i ujednoliceniu kolorytu skóry, bo na tym zależy mi najbardziej.

Pudru Sensique zużyłam już kilka opakowań, Stay Matte kupiłam raz i już więcej nie kupię. Obecnie robię tak, że na skórę bez podkładu używam Sensique, a w dni kiedy stosuję podkład to używam Stay Matte – czyli każdy puder używam do roli, w której spisuje się lepiej. 

Używałyście któryś z tych pudrów? A może znacie jakieś inne godne polecenia?:)

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

TAG: Kosmetyk idealny! - szampon w kostce Lush Karma Komba



1. Napisz kto Cię o TAGował i zamieść zasady zabawy.
2. Zamieść banner TAGu i wybierz jeden kosmetyk (może to być kolorówka jak i pielęgnacja), którego używasz już długo i nie zamienisz na nic innego.
3. Wklej zdjęcie wybranego kosmetyku.
4. Uzasadnij swój wybór (krótką recenzją możesz zachęcić wiele osób, by również go wypróbowały).
5. Zaproś do zabawy cztery bloggerki.

Zostałam otagowana przez aboovo – dziękuję! :)


Wybór kosmetyku idealnego był trudny, ponieważ pomimo tego, że jestem zadowolona z wielu moich kosmetyków, każdy z nich posiadał jakieś wady. Ostatecznie zdecydowałam się na kosmetyk, którego używam od niecałych 2 lat, jestem zakochana w nim do tej pory i od momentu pierwszego spróbowania używam go cały czas.
Mowa jest o szamponie w kostce firmy Lush o nazwie Karma Komba.
Z tym szamponem jak i firmą Lush pierwszy raz zetknęłam się w wakacje 2010, kiedy to pracowałam w Irlandii. Któregoś wolnego dnia chodząc po ulicach Dublina moją uwagę przykuł kolorowy i pachnący sklepik Lush. Bardzo zaintrygowana weszłam do niego i... przepadłam:) O innych moich ulubieńcach z Lush na pewno jeszcze napiszę, ale wróćmy do szamponu.

Zdjęcie kosteczki:
 To brązowe "coś" na kostce, to zasuszony kwiatek rumianku, który jest w każdej Karmie Kombie:)


Skład: Sodium Lauryl Sulfate, Cocamide DEA, Perfume, Patchouli Oil (Pogostemon cablin), Sweet Orange Oil (Citrus sinensis), Lavandin Oil (Lavandula hybrida), Pine Oil (Pinus sylvestris), Lemongrass Oil (Cymbopogon flexuosus), Elemi Oil (Canarium commune), Gardenia Extract (Gardenia jasminoides), *Citral, *Geraniol, *Citronellol, *Limonene, *Linalool, Colour 42045, Roman Chamomile Flowers (Anthemis nobilis)

Jak widzicie, w składzie znajduje się wiele olejków, które pielęgnują włosy. Szampon zawiera też SLS, ale mnie osobiście to nie przeszkadza.

Za co go lubię?
+ świetnie oczyszcza włosy
+ włosy są po nim sypkie, gładkie, błyszczące, puszyste... jeszcze nigdy nie byłam tak zadowolona z szamponu
+ nie podrażnia skóry głowy – często po użyciu innych szamponów nieprzyjemnie szczypała mnie głowa, ten jest niezwykle delikatny
+ przepięknie i intensywnie pachnie – ciężko scharakteryzować mi ten zapach, ale jest jakby lekko cytrusowy
+ wydajny – jedna kostka starcza mi na około 3 miesiące (przy myciu co 2 dni)
+ przyjemna forma kostki – wystarczy kilka razy potrzeć włosy kostką i już można myć włosy

Tutaj zamieszczam zdjęcie moich włosów po myciu Karmą Kombą:



Podsumowując: ten szampon jak dla mnie w pełni zasługuje na miano kosmetyku idealnego:) Używałam jeszcze z Lusha kostki Jumping Juniper, jednak Karma Komba o wiele bardziej mi się spodobała. Szkoda tylko, że Lusha nie ma w Polsce, ale ja obecnie kupuję Karmę Kombę na Allegro.

To tyle:) Do zabawy w TAG Kosmetyk idealny zapraszam każdą chętną blogerkę:)

niedziela, 8 kwietnia 2012

Miesiąc regularnych ćwiczeń – moje wrażenia i efekty

Jutro minie miesiąc odkąd wróciłam do regularnych ćwiczeń. Strasznie mi ich brakowało i bardzo cieszę się, że udało mi się wrócić do dobrych nawyków. Zawsze każdy trening zapisuję sobie w kalendarzu – to dobra samomotywacja - bardzo lubię później analizować, ile treningów udało mi się zrobić itp.

W marcu zaczęłam nabieranie kondycji poprzez łatwiejsze i łagodniejsze ćwiczenia, teraz, w kwietniu, stopniowo podnoszę poprzeczkę.

A tak wyglądają efekty:













Obecnie skupiam się na brzuchu – chcę, aby mięśnie były bardziej widoczne i aby brzuch był twardszy.
Zdjęcia z marca i kwietnia pokazują różnicę – efektów spektakularnych nie ma, gdyż nie zależy mi na schudnięciu, a na wyrzeźbieniu ciała. Jednak ja jestem zadowolona. Zwiększyło się wcięcie w talii, a mięśnie stały się trochę bardziej widoczne.
Do tych dwóch zdjęć wstawiłam jeszcze z lewej strony zdjęcie mojego brzucha sprzed dwóch lat, na którym widać, że był w znacznie gorszej kondycji:) A jak to się stało, że się na przełomie tych dwóch lat zmienił? Po pierwsze, jak już pisałam w innej notce, od 2,5 roku raz w tygodniu chodzę na taniec brzucha (naprawdę świetnie robi na brzuch), poza tym chodzę na regularne spacery po lesie, gdzie wspinam się na górki itp.:) I w zasadzie to wszystko – tak więc jak widzicie nawet jakakolwiek aktywność potrafi dać efekty, wystarczy regularna aktywność, zdrowe odżywianie i trochę czasu:)

Co zauważyłam po miesiącu regularnych ćwiczeń:
- mam więcej energii, lepszą kondycję
- skóra jest bardziej napięta, całe ciało się ujędrniło
- przez miesiąc zgubiłam w talii 2 cm a w okolicach pępka również 2 cm :)
- brzuszek jest twardszy :)

Jakie ćwiczenia robię? Przeróżne:) Schemat moich treningów opisywałam już w tej notce. Od jakiegoś czasu do ćwiczeń na brzuch dorzuciłam „6 weidera”, jednak nie robię jej codziennie, a tylko w te dni, w które robię cały trening.
Za jakiś miesiąc zapewne znowu dodam aktualizację z ćwiczeniami i efektami.
Pozdrawiam Was serdecznie!

NOWE ZDJĘCIA GRUDZIEŃ 2012-->>KLIKNIJ TUTAJ<<

sobota, 7 kwietnia 2012

Sposób na tłuste włosy - puder Babydream

W mojej Rossmannowej notce kilka osób zainteresował puder Babydream. Docelowo jest on stosowany na pupcie niemowlaków;) ja jednak czasem stosuję go na włosy i dziś mam dla Was małą fotorelację z działania tego pudru.
Moje włosy dość mocno się przetłuszczają (bywa, że już następnego dnia po umyciu nie wyglądają dobrze), a jak wiadomo czasem zdarzają się sytuacje awaryjne, kiedy np. ktoś nas zaskoczy niezapowiedzianą wizytą albo zaśpimy i nie zdążymy umyć włosów... W takie dni właśnie stosuję wspomniany puder. Jest wydajny i niedrogi (do nabycia w Rossmannie za 6-8 zł) i posiada ładny zapach. 


Skład: Talc, Zink Oxide, Olea Europaea Oil, Allantoin, Parfum
Jak widzicie w składzie przeważa talk, więc zapewne zwykły talk kosmetyczny czy każda inna zasypka dla dzieci będą miały podobne działanie. Babydream posiada również w składzie oliwę z oliwek – to duży atut, ponieważ dzięki temu puder nie przesusza włosów, a wręcz je pielęgnuje:) 


Teraz fotorelacja:

Miałam opory przed zamieszczeniem tego zdjęcia, ale bez niego nie zobaczyłybyście działania pudru:) Tak wyglądały moje włosy rano na po dwóch dniach od umycia - jak widać są już przetłuszczone i ciężko byłoby wyjść z takimi do ludzi;)



Na włosy wysypujemy puder i masujemy głowę palcami, żeby puder dotarł do wszystkich miejsc. Warto też zaaplikować puder na skroniach i z tyłu głowy. Następnie nad wanną czy umywalką wytrzepujemy puder i dokładnie wyczesujemy włosy.



Tadam! Dwa powyższe zdjęcia przedstawiają efekt końcowy:) Włosy wyglądają jak zaraz po umyciu. Taki efekt utrzymuje się nawet cały dzień.

Kiedyś próbowałam stosować w ten sam sposób mąkę ziemniaczaną, ale nie dawała oczekiwanych rezultatów, a z kolei suche szampony bywają drogie i mało wydajne. Dlatego ten puder to mój zdecydowany faworyt. Oczywiście pamiętajmy, że nic nie zastąpi mycia, ale na pewno kiedyś miałyście jakąś kryzysową sytuację, w której przydałby się taki specyfik. Jeśli macie jakieś pytania, to chętnie odpowiem. Pozdrawiam!

piątek, 6 kwietnia 2012

TAG: Jesteś piękna!

Zostałam otagowana przez: Crocodyllę i Whiskey88 Dziękuję serdecznie – bardzo mi miło:)

Zasady:
1. Banerem jest Wasze ulubione zdjęcie!
2. Napisz, kto Cię otagował i podaj zasady.
3. Otaguj kilka nastepnych dziewczyn. :)
4. Podaj 5 rzeczy, które w sobie lubisz. :)




Tag uważam za bardzo przydatny i fajny. Każda z nas powinna dążyć do tego, żeby polubić siebie razem ze swoimi słabościami. Kiedyś miałam bardzo duże problemy z samooceną, masę kompleksów. Dużo czasu mi zajęło zmienienie toku myślenia, jednak teraz już mogę powiedzieć, że lubię siebie:)

Tak więc przechodzę do dzieła - 5 rzeczy, które w sobie lubię: 

1. Oczy. Lubię ich kształt, wielkość i kolor. Są trochę skośne i dość duże, dzięki czemu łatwo dobierać mi do nich makijaże. Poza tym podoba mi się ich żółto-zielony kolor. 

2. Biust:) Kiedyś (jeszcze jako nastolatka) miałam kompleksy, że mam za duże piersi, zawsze chciałam być płaska jak deska. Mój tok myślenia zmienił się dopiero jakoś na początku studiów, odkąd to zaczęłam mieć chłopaków „na poważnie”. Miłe słowa i komplementy wyleczyły mnie z kompleksów raz na zawsze i od kilku lat chodzę wyprostowana z postawą pt. „cycki do przodu”:P i teraz nigdy nie zamieniłabym mojego biustu na żaden inny:)

3. Nogi. Są długie, szczupłe i lubię ich kształt. Może chciałabym mieć trochę pełniejsze łydki i uda, ale liczę, że dzięki ćwiczeniom nabiorę trochę mięśni.

4. Nos:) Mój nos nie należy do małych i ma lekkiego garbka – na pewno nie wpasowuje się w kanony piękna. Ale ja od zawsze uwielbiam duże nosy:) I uwielbiam garbki. Uważam, że takie noski dodają charakteru. 

5. Samodzielność. Od momentu zdania matury, czyli 6 lat temu, wyprowadziłam się z domu rodzinnego. Najpierw zaraz po maturze wyjechałam jako au pair za granicę, po kilku miesiącach wróciłam do Polski na studia. Później podczas kolejnych wakacji jeszcze miałam kilka takich wyjazdów. Jestem niezależna finansowo, utrzymuję się sama pomimo studiów dziennych (wciąż studiuję, na szczęście to potrwa jeszcze tylko 2 miesiące:)).

Do zabawy zapraszam:
I każdą dziewczynę, która chciałaby odpowiedzieć na taga:)

czwartek, 5 kwietnia 2012

Recenzja: depilator Braun Silk-epil Xelle 5180

Na zakup depilatora „czaiłam się” już od długiego czasu. Odkąd pamiętam, depilowałam nogi woskiem, jednak doszłam do wniosku, że zakup depilatora będzie lepszym rozwiązaniem. Nie jestem szczególnie wrażliwa na ból, a moje włoski łatwo się wyrywają (to pewnie dzięki temu, że właśnie prawie zawsze depilowałam skórę woskiem – rzadko używałam maszynki), więc depilatora się nie boję:) Tak więc od grudnia 2011 posiadam ten oto sprzęt.

Nazwa: Braun Silk-epil Xelle 5180
Cena: od 140 (Allegro) do 180 zł (sklepy)

Opis producenta: Skuteczne rezultaty w kilka minut. Technologia 40 par pęset daje szybkie i skuteczne rezultaty. Odrastanie włosków jest wolniejsze i są one cieńsze, pozostawiając skórę jedwabiście gładką aż do 4 tygodni. SmartLight - lampka podświetlająca depilowany obszar uwidacznia nawet najcieńsze włoski umożliwiając ich bezbłędne usuwanie.
Tutaj macie link z wyszczególnieniem wszystkich funkcji, jakie posiada ten depilator.

Moja opinia i zdjęcia:
 Tak wygląda cały zestaw.

Depilator, nasadka masująca i szczoteczka do czyszczenia depilatora.

Depilator jest poręczny i wygodnie się go używa podczas depilacji.

Tak wyglądają pęsety i nasadka masująca. 

Depilator, zasilacz i szczoteczkę trzymam w woreczku, który był dołączony do zestawu.



ZALETY
+ dobrze wyrywa włoski
+ BARDZO przydatna lampka, bez której nie byłoby widać cieńszych i mniejszych włosków
+ nasadka masująca rzeczywiście zmniejsza ból
+ wygodny w użyciu, dobrze trzyma się w ręce
+ przydatne 2 poziomy prędkości depilatora – wolniejszy poziom (depilacja wolniejsza, lecz mniej bolesna) i szybszy poziom (bardziej efektywny, ale też bardziej bolesny)
+ niska cena przy wysokiej jakości

WADY
- po zamocowaniu nasadki masującej słabo się ona trzyma – ma się wrażenie, że może odpaść podczas depilacji
- brak nasadki do depilacji pach i bikini
- nie można myć depilatora pod wodą, ciężko wyczyścić go samą szczoteczką

OCENA OGÓLNA: 4,5/5
Kiedyś używałam starego depilatora mojej siostry (który był zaopatrzony w dyski a nie pęsety) i w ogóle nie był skuteczny – zamiast wyrywać z cebulkami, tylko szarpał włosy i ucinał je w połowie.
Z tego depilatora jestem bardzo zadowolona. W zaletach i wadach oczywiście nie pisałam o ogólnych plusach i minusach depilacji depilatorem (np. takich jak to, że depilacja dla wrażliwych osób bywa bolesna a włoski na pewno odrastają szybciej niż po 4 tygodniach, albo że depilacja oczywiście trwa dłużej niż tylko kilka minut), tylko skupiłam się na właściwościach tego egzemplarza. 

Najbardziej jestem zadowolona z tego, że ten depilator jest rzeczywiście skuteczny, a lampka jest naprawdę przydatna – gdyby nie ona, nie widziałabym połowy włosków, które jeszcze „przeżyły” depilację :P Fajnie, że do depilatora został dołączony jest woreczek, przez co można trzymać depilator, zasilacz i szczoteczkę w jednym miejscu.Pół punkta odejmuję za słabo trzymającą się nasadkę - nie wiem, czy to tylko przy moim egzemplarzu, czy we wszystkich, ale bywa to denerwujące (chociaż jeszcze nigdy sama nie odpadła). 
Co do rękawicy chłodzącej, to nie użyłam jej ani razu, ponieważ nie czuję takiej potrzeby – jak już pisałam, depilacja nie jest dla mnie aż tak bolesna, żeby „bawić się” z takimi gadżetami. Ale jeśli odważę się na depilację pach, to zapewne z niej skorzystam.

Bardzo żałuję, że do zestawu nie jest dołączona nasadka do depilacji miejsc wrażliwych (można ją kupić jedynie dodatkowo) – działa ona na tej zasadzie, że zakrywa część pęset, przez co mniej włosków jest wyrywanych za jednym razem. Powiem Wam, że już od dłuższego czasu zamierzam spróbować tego depilatora na pachy, ale cały czas się boję, że ból będzie zbyt wielki  - może kiedyś w końcu się odważę, nawet bez tej nasadki.

Jeszcze jedna uwaga dotycząca zakupu tego depilatora przez Allegro – jeśli któraś z Was by się zdecydowała na zakup, sprawdźcie w opisie aukcji, czy zasilacz nie ma brytyjskiej wtyczki, ponieważ większość sprzedawców (zwłaszcza tych oferujących najniższe ceny) kupuje te depilatory na wyprzedażach w Anglii i sprzedaje je, dołączając najtańszą chińską przejściówkę (a takie przejściówki bez certyfikatów bywają niebezpieczne i grożą zwarciem lub porażeniem prądem). Ja swój depilator kupiłam w grudniu na Allegro za 153 zł, jednak wcześniej upewniłam się u sprzedawcy, że zasilacz ma wtyczkę przystosowaną do polskich gniazdek.

A jakie Wy macie doświadczenia z depilacją? Czego do niej używacie?

wtorek, 3 kwietnia 2012

Recenzja: pianka myjąca do twarzy - Pharmaceris A Puri-Sensilium

Jeśli chodzi o oczyszczanie twarzy, przez prawie 2 lata byłam wierna paście do mycia twarzy „Angels On Bare Skin” firmy Lush (to jednak temat na osobną notkę, bo o „aniołkach” mogę pisać i pisać, więc notka by wyszła przydługaśna:)). W każdym razie postanowiłam coś zmienić, bo na mojej skórze w ostatnim czasie zaczęły pojawiać się brzydkie zaskórniki, poza tym poczułam, że w końcu moja twarz potrzebuje jakiejś zmiany. Tak więc padło na tę piankę.
Przechodzimy do rzeczy. 

Nazwa: Pharmaceris Puri-Sensilium seria A,
Producent: Dr Irena Eris SA, made in Poland:)
Cena: ok. 25-30 zł/150 ml

Informacje na opakowaniu: Delikatna pianka myjąca, zapewnia łagodne oczyszczanie skóry twarzy. Bezzapachowa, nie zawiera parabenów oraz mydła. Skutecznie usuwa naturalne zanieczyszczenia oraz makijaż. Dzięki zawartości D-pantenolu i alantoiny łagodzi podrażnienia i przynosi uczucie ukojenia. Efekt: skóra oczyszczona i nawilżona. Wskazania: Codzienne oczyszczanie skóry szczególnie wrażliwej i skłonnej do alergii. Zastępuje tradycyjne mydło.

Skład: Aqua, Betaine, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Methyl Gluceth-20, Disodium Ricinoleamido MEA-Sulfosuccinate, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Panthenol, Hydroxyethylcellulose, Allantoin, Quaternium-15

Teraz zdjęcia i moja opinia:




Opakowanie posiada dużą, poręczną pompkę, dzięki czemu aplikacja jest łatwa i higieniczna.

 Taka ilość pianki "wychodzi" po jednym naciśnięciu - według mnie w sam raz na umycie twarzy, starczy też na szyję:)


ZALETY:
+ dobrze oczyszcza twarz (na mojej twarzy przestały pojawiać się nowe zaskórniki, a stare powoli znikają), nieźle radzi sobie z makijażem
+ nie wysusza
+ porządne opakowanie, wygodne i higieniczne użycie
+ bardzo wydajna (dopisek lipiec 2012: zużyłam opakowanie dopiero po ponad 3 miesiącach codziennego używania rano i wieczorem!)
+ ładnie rozprowadza się na twarzy, podczas mycia na twarzy pianka zamienia się w śliską konstystencję, przez co przyjemnie myje się twarz
+ nie szczypie w oczy, nawet kiedy część pianki się do nich dostanie
+ przyjazny skład

WADY:
- nie nawilża wystarczająco (skóra nie jest „ukojona” jak to obiecuje producent)
- twarz jest trochę (ale tylko trochę) ściągnięta po umyciu

OCENA OGÓLNA: 4/5
 
Podsumowując: Pianka według producenta stworzona jest do skóry wrażliwej i alergicznej. Mało kosmetyków mnie uczula, jednak często moja skóra jest podrażniona i przesuszona.
Pianka spełniła moje oczekiwania pod tym względem, że nie wysusza mi twarzy (a to naprawdę nie lada wyczyn) i dzięki temu mogę stosować lżejszy krem. Pianka nie nawilża wystarczająco, ale jak wiadomo to powinno to być zadaniem kremu, poza tym nawilżanie nie jest „priorytetem” tej pianki. Dobrze radzi sobie oczyszczaniem, a więc wywiązuje się ze swoich zadań.
Ponowny zakup? Możliwe, że tak. Zobaczę jeszcze pod koniec opakowania.

niedziela, 1 kwietnia 2012

Ćwiczenia:)

Witam Was serdecznie i dziękuję za tak ciepłe przyjęcie:* To naprawdę miłe i dzięki temu mam jeszcze większą ochotę do zamieszczania notek.
Dzisiaj chciałam opowiedzieć Wam o jednej z rzeczy, które robię regularnie. Otóż staram się, aby w moim życiu było jak najwięcej aktywności fizycznej. Również Was chciałam do tego zachęcić, gdyż jak wiemy regularne uprawianie sportu niesie ze sobą wiele korzyści.

Może w skrócie opiszę, co robię regularnie:

1. Od ponad 2,5 roku ćwiczę raz w tygodniu taniec brzucha w szkole tańca (najpierw chodziłam na zajęcia grupowe, ale po pół roku zdecydowałam się na zajęcia indywidualne, ponieważ na indywidualnych mogłam dostosować terminy zajęć do mojego grafiku). Tańcowi brzucha poświęcę pewnie jeszcze osobną notkę, gdyż nie można w kilku zdaniach streścić tego tańca. 

2. Poza tym minimum 1-2 razy w tygodniu staram się chodzić na co najmniej 40 minutowy spacer po lesie. Mam świetnego kompana w postaci psa, więc takie spacery są przyjemnością.

3. A od jakiegoś miesiąca wróciłam do regularnych ćwiczeń (staram się, aby było to minimum 2 razy w tygodniu), i na tym chciałabym się w tej notce skoncentrować. Ćwiczenia wykonuję w domu, najczęściej z pomocą różnych filmików instruktażowych bądź sama komponuję zestawy ćwiczeń. Cały trening zajmuje mi około 1-1,5 h i składa się na niego:

a) Rozgrzewka – około 20-30 minut. Najczęściej jest to energiczny taniec, pajacyki, wyskoki, bieg w miejscu z uniesionymi kolanami, ćwiczenia oddechowe... Czyli w zasadzie wszystko, by podnieść puls, temperaturę organizmu i przygotować mięśnie do pracy. Czasami zamiast rozgrzewki stosuję właśnie spacer w lesie lub zajęcia z tańca brzucha i wtedy zaraz po powrocie do domu zabieram się za ćwiczenia.

b) Ćwiczenia – około 30-40 minut. W jednym treningu zazwyczaj ćwiczę 2-3 grupy mięśniowe. Na przykład brzuch-pośladki-plecy albo brzuch-pośladki-ręce albo pośladki-ręce-plecy i tak dalej w różnych kombinacjach. Ostatnio moim priorytetem jest ładnie wyrzeźbiony brzuszek, więc na nim skupiam uwagę i poświęcam najwięcej czasu właśnie na ćwiczenie mięśni brzucha. Pamiętajmy jednak, że ćwicząc intensywnie brzuch, nie można zapominać o ćwiczeniach mięśni pleców!!! To bardzo ważne, gdyż w przeciwnym razie można nabawić się bólu kręgosłupa lub kontuzji – dlatego ćwicząc brzuch powinniśmy wzmacniać też mięśnie, które znajdują się przy kręgosłupie (np. tak zwane prostowniki grzbietu), gdyż wiele ćwiczeń na brzuch bardzo obciąża kręgosłup, a zwłaszcza odcinek lędźwiowy.

c) Stretching – około 10-15 minut. To bardzo istotna część treningu, o której dużo ludzi zapomina, lub pomija, gdyż uważa go za zbędny lub nieefektywny. To błąd, gdyż dzięki stretchingowi nasze mięśnie przestają być spięte, unikniemy ryzyka zakwasów lub kontuzji, rozciągniemy ścięgna i kręgosłup oraz wyciszymy organizm po wysiłku. 

Jeśli chodzi o przykładowe ćwiczenia jakie wykonuję, to jest ich wiele, ale mogę Wam polecić np. bardzo fajne ćwiczenia o nazwie „8 min.” – to bardzo popularna seria, więc pewnie część z Was już je zna. Filmiki są dość stare, bo pochodzą z lat 90., lecz ćwiczenia są naprawdę niezłe. A pan w legginsach nie ma sobie równych, haha! Z serii „8 min.” szczególnie polecam „abs” i „buns”. Cała seria "8 min." do obejrzenia na youtube (np. tutaj 8 min. buns, czyli ćwiczenia na pośladki, a tutaj 8 min. abs na mięśnie brzucha). Ostatnio też natknęłam się na bardzo fajny kanał na youtube - fitappy2 . Bardzo podobają mi się ćwiczenia proponowane przez tą panią - widać, że są przemyślane i prawidłowo wykonywane, a jednocześnie nie jest to jakaś zarozumiała-paniusia-z-siłowni (pewnie wiecie, o co mi chodzi;)).
Chciałam jeszcze pokazać Wam, czego używam do ćwiczenia. Nie jestem zwolenniczką gadżetów, więc jakichś kosmicznych wynalazków u mnie nie znajdziecie ;) Są to zwykłe hantelki oraz obciążniki na nogi. Hantelki mają wagę 2 kg każdy, natomiast obciążniki to 2x 2,3 kg. Hantelki używam oczywiście do wszystkich ćwiczeń na ręce i barki a obciążniki zakładam na kostki kiedy ćwiczę np. "8 min. buns". Ten sprzęt kupiłam już jakieś 6-7 lat temu, ale bardzo dobrze mi służy. Dzięki temu ćwiczenia są bardziej efektywne (bo jak zapewne wiecie, jak już któryś raz wykonuje się to samo ćwiczenie, staje się ono zbyt łatwe i organizm mniej się męczy - dlatego wtedy warto dodać obciążenie).

Hantelki 2x2 kg


Obciążniki na nogi 2 x 2,3kg


Tak wyglądają obciążniki założone na nogach. Przepraszam za nieciekawe tło ;)

Temat ćwiczeń i ruchu na pewno jeszcze będzie pojawiał się w moich notkach wielokrotnie, bo to jedno z moich pasji, tak więc tę notkę chciałabym potraktować jako wprowadzenie :)
A czy Wy ćwiczycie, uprawiacie jakiś sport? Dajcie znać, jakie macie doświadczenia, zawsze fajnie wymienić poglądy:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...