niedziela, 28 grudnia 2014

Ubrania i akcesoria sportowe - mój zbiór

Jeśli chodzi o stroje sportowe, to stawiam im kilka warunków. Musi być wygodnie (nie uwierać, drapać, spadać, podwijać...), praktycznie (dobrze  znosić ciągłe traktowanie pralką i suszarką, nie farbować) i w miarę przyzwoicie wyglądać (pojęcie względne :D).

Jak wiecie staram się dążyć do minimalizmu, więc moja kolekcja sportowych ubrań jest dość skromna. Udało mi się jednak dopracować zaufane zestawy, które są ze mną na dobre i na złe.


Zacznę od butów. Jedne używam do treningów w domu, a drugie na zewnątrz. Obie pary pochodzą z Adidasa. Te z lewej kupiłam rok temu, ich model to Duramo 5. Jestem bardzo zadowolona, świetnie stabilizują stopę i są wygodne. Te z prawej to Response 20 – to buty tzw. trailowe i kupiłam je z myślą o bieganiu i spacerach w terenie. Też dobrze się spisują, jednak nawet przy zwykłej rosie przemakają, co jest bardzo irytujące. 



Do domowego cardio potrzebuję czegoś bardzo lekkiego. Najczęściej zakładam mój ulubiony usztywniany top z H&M - mam go już ok. 3 lata. Spodenki również pochodzą z H&M i mają jakieś... 8 lat! Muszę przyznać, że jakość sportowych ubrań z H&M jest genialna – setki prań i treningów, a ciągle wyglądają bardzo dobrze. Do tego zegarek sportowy (uwielbiam liczyć czas :D) oraz wspomniane wcześniej buty.



Podczas treningów siłowych najczęściej ćwiczę w dłuższych spodniach, by się za bardzo nie poobijać. Legginsy ze zdjęcia to Lonsdale – niesamowicie wygodne i są fajnie dopasowane. Niestety szukam ich godnych zastępców, gdyż prują się na bocznych szwach i mam już dosyć ich ciągłego zszywania. Do tego zakładam zwykły bawełniany top (z bazarku w Polsce) i „domowe” adki.



Jogging na dworze to już większy ekwipunek. Jako że jestem zmarźluchem, potrzebuję wielu warstw. Zawsze są to długie spodnie, top ze stójką (bazarek w Polsce), ciepła bluza, czapka, adki terenowe, zegarek oraz mp3.



Na koniec zbliżenie na akcesoria, których posiadam aż dwa :D Wystarczają mi one całkowicie. Prosty zegarek Casio kupiłam za ok. 8 funtów - posiada stoper i podświetlenie, więc do biegania czy cardio spisuje się wyśmienicie. Słuchać muzyki zdecydowanie wolę na MP3 niż np. w telefonie. To maleństwo wrzucam do kieszeni lub wieszam na smyczy, zakładam słuchawki i mogę sobie biegać czy spacerować do woli.

To w zasadzie cała moja kolekcja sportowych ubrań i akcesoriów. Mam jeszcze 2 zapasowe pary spodni (jedne na lato, drugie na mróz) oraz dodatkowy top. I to wszystko. Kiedyś miałam więcej, ale teraz zawartość mojej szafy jest już bardziej po stronie minimalizmu.

PS. Oczywiście post nie został zasponsorowany przez żadną ze wspomnianych firm, wszystko to moje własne zakupy i osobisty wybór.

A co Wy najchętniej zakładacie do ćwiczeń? Macie jakieś swoje sprawdzone zestawy?

czwartek, 25 grudnia 2014

2 lata na emigracji... i co dalej?

Świąteczny czas to dla mnie zawsze moment na emigracyjne przemyślenia, bowiem 2 lata temu podczas tego okresu wyjechałam z Polski. Ten rok, może nie tak przełomowy jak poprzedni, ale również był pełen zmian oraz zarówno momentów euforii jak i frustracji, nostalgii.


Patrzę sobie na moją świąteczną minimalistyczną „choinkę” i rozmyślam nad mijającym czasem. To już kolejne święta w Anglii.

W tym roku najwięcej zawirowań było pod względem pracy. Przekonałam się, że praca w korporacji nie jest dla mnie – byłam tam kompletnie nieszczęśliwa, nie radziłam sobie z presją i stresem, korporacyjna atmosfera to nie moja bajka. Rzuciłam to wszystko w cholerę i wróciłam więc na stare śmieci, czyli do pracy w Zarze. 



Pamiętam, jak zrobiłam to zdjęcie – było to po tym, jak zdecydowałam się wyrwać z wyścigu szczurów. Poczułam wtedy niesamowitą wolność :)

Cieszę się, że to wszystko potoczyło się w ten sposób. Poza tym wróciłam do Zary na inne stanowisko. Jestem tzw. koordynatorem magazynu (lub jak kto woli „magistrem-magazynierem” ;-)). Zarządzam magazynem wszystkich działów, dbam o obieg towaru, robię transfery między sklepami itd. Praca idealna dla mojego charakteru, bo jestem zorganizowana i lubię jak wszystko jest dobrze rozplanowane. No i nie muszę użerać się z klientami, ha ha :) Póki co nie przewiduję więcej zawodowych zmian, jest mi dobrze tak jak teraz.


Oczywiście praca w handlu też do łatwych nie należy, szczególnie podczas okresu świątecznego, gdy ludzi ogarnia szał zakupów. Na zdjęciu londyński Selfridges - jeden z najsłynniejszych domów handlowych i jego świąteczne wystawy. Ja dzisiaj relaksuję się w domu przed jutrzejszym Boxing Day - dniem, w którym w Anglii ruszają świąteczne wyprzedaże i ludzie od samego świtu szturmują sklepy. Ja oczywiście nie wybieram się na zakupy, lecz do pracy, ale w sumie nie mam nic przeciwko, bo w święta mamy podwójnie płatne.

Tak szczerze? Porzuciłam ambicje o robieniu „kariery”. Jak kiedyś wrócę do Polski to i tak mam pomysł na siebie i imponujące CV nie będzie mi do jego realizacji w ogóle potrzebne. 2 lata na emigracji mijają, nasuwa się pytanie: co dalej? Póki co zostajemy tutaj. Jeszcze co najmniej półtora roku, a możliwe, że i dłużej. Mam swoje małe cele i wiem, że to co robię ma sens :)

Pozdrawiam Was serdecznie i życzę Wam miło spędzonej reszty Świąt :)

sobota, 20 grudnia 2014

Aktualne cele treningowe, sylwetkowe i dietetyczne

Jeśli miałabym podsumować mijający rok pod względem fitnessowym, to oceniłabym go bardzo dobrze. Treningi, dieta... W zasadzie to dla mnie rutyna, ale taka przyjemna. Z aktualnej formy też jestem zadowolona, ale wiadomo, zawsze chce się więcej.

Jakie są więc moje fitnessowe cele (i sposoby ich realizacji) na początek nowego roku? Podzieliłam je na kilka kategorii.

Pod względem treningowym:

1. Nadal skupiać się na treningach siłowych. Obecnie przez grudzień robię lekką obwodówkę (z mniejszymi ciężarami i większą ilością powtórzeń), ale już niedługo zaczynam nowy plan siłowy – wkrótce na pewno podzielę się szczegółami. Poza tym 

2. Operować większymi ciężarami – o tak, zdecydowanie czuję potrzebę progresu. Zwłaszcza w podstawowych ćwiczeniach wielostawowych typu przysiad, martwy ciąg itp.



3. Dbać o technikę ćwiczeń i na bieżąco ją monitorować. Ćwicząc samemu obserwacja w lustrze niestety nie zawsze wystarcza, najlepiej regularnie nagrywać wykonywanie ćwiczenia i robić zdjęcia. Zauważyłam, że wtedy zdecydowanie łatwiej wyłapać wszelkie niedociągnięcia i je potem korygować. 

Cele sylwetkowe:
Choć nadal marzę o sześciopaku to wiem, że musiałabym zrzucić jeszcze sporo BF by wydobyć go na światło dzienne. Chciałabym jednak popracować nad tym, by mieć ogólnie bardziej zarysowane mięśnie i cały czas ulepszać ich „jakość”. Nie chciałabym jednak robić typowych cyklów masa-redukcja, bardziej interesuje mnie dłuższa droga pt. build lean :) Poniżej kilka sylwetek, które mnie inspirują:



Cele dietetyczne:
Oczywiście cały czas trzymam się czystej diety (klik – notka o moim sposobie odżywiania). Ostatnio przez jak wiecie byłam na odrobinę ujemnym bilansie (ok. 1800-1900 kcal), teraz wraz z rozpoczęciem nowego planu siłowego chcę zwiększyć kaloryczność do ok. 2000-2100 kcal i obserwować co się będzie działo. Rozkład BTW podobny jak do tej pory.



Produkty w mojej diecie są cały czas te same, choć niedawno zmniejszyłam spożycie nabiału i pszenicy. Na początku był to tylko eksperyment na parę dni, ale muszę Wam powiedzieć, że dzięki temu bardzo polepszyło mi się samopoczucie i wygląd brzucha, dlatego tak już zostawiłam. Z nabiału jadam nadal sery.

Dajcie znać, czy Wy też macie jakieś cele fitnessowe na najbliższe miesiące?

wtorek, 16 grudnia 2014

Misja poranne wstawanie

We wstawaniu skoro świt zawsze widziałam coś magicznego. Ta cisza i spokój oraz świadomość, że robimy rzeczy, które inaczej byłyby przekładane na później. 

Niestety jestem typem sowy i często zdarza mi się zasiedzieć do późnego wieczora, nie robiąc przy tym nic szczególnego - takie siedzenie dla siedzenia. To zabiera mi komfort psychiczny, bo po pierwsze nie wysypiam się wystarczająco, po drugie i tak nie robię nic pożytecznego. Ta notka powinna mieć więc tytuł „Misja wczesne kładzenie się spać” :). Bardzo zainspirował mnie post Nissiax83 o zostawaniu rannym ptaszkiem – zmotywowałam się i ostatnio wprowadziłam w życie mój mały plan :)

Postanowiłam stworzyć swoją wieczorną i poranną rutynę, by mój dzień był zorganizowany i nie łapać się dziesięciu czynności na raz:

Co staram się robić wczesnym wieczorem jak najszybciej, zaraz po przyjściu z pracy:
- przygotowanie jedzenia na rano i do lunchboxów
- prysznic oraz „dłuższe” zabiegi pielegnacyjne typu mycie włosów, peeling, balsam itp.
- przygotowanie ubrań na rano
- stworzenie względnego porządku w mieszkaniu


Wieczorny relaks i spokojny sen zamiast gorączkowego nadrabiania spraw całego dnia? Jestem na tak! A polarowa piżama z Primarka jest na zimowe wieczory niezastąpiona :)

Doszłam do wniosku, że lubię spokojne wieczory, kiedy do najpóźniej godziny 21 mam już wszystko z listy „załatwione” i przebrana w piżamę jestem gotowa na wieczorny relaks – krótkie surfowanie po internetach ;), odcinek ulubionego serialu. Godzina 22 to już pora zasypiania. 

Moja idealna godzina na pobudkę to 6 rano. Poranki zdecydowałam spędzać produktywnie – robiąc rzeczy, które lubię, ale które wymagają ode mnie nieco wysiłku – zarówno tego  fizycznego jak i intelektualnego. Do tych czynności należą między innymi (oczywiście nie wszystko na raz, każdego ranka robię jedną lub dwie z tych rzeczy):
- trening
- spacer z psem
- zapisywanie w moim notatniku różnych planów, inspiracji i pomysłów
- sklecenie notki na bloga 

Największą satysfakcję sprawiają mi poranne spacery z psem – Paris może się porządnie wybiegać, a ja nie mam wyrzutów, że zostanie sama w domu na cały dzień. A to zdjęcia z ostatniego porannego spaceru:


Ziiimno! Szron na trawie, mroźne powietrze. Moja kurtka i czapka dają radę :)



Wschód słońca, piękne widoki i niezawodny kompan do spacerów. Czego chcieć więcej?

Do tej pory realizacja mojego planu ma się całkiem dobrze. Co prawda jeszcze nie zawsze udaje mi się trzymać założonych godzin, ale już powoli wczesne kładzenie się spać i wczesne wstawanie stają się to moją rutyną. Bardzo polubiłam taki rozkład dnia. 

A jak to jest u Was – należycie do sów czy skowronków? Planujecie swoje dni czy działacie spontanicznie?

środa, 10 grudnia 2014

Sylwetkowa inspiracja: Ciara

Jeśli miałabym wymienić kilka swoich sylwetkowych ideałów, to oprócz opisywanych już przeze mnie Jessiki Biel oraz Kelly Rowland, na liście bez wątpienia znajdzie się Ciara. 


Ta kobieta chyba od zawsze ma niesamowicie wyrzeźbione ciało i zarazem wygląda bardzo kobieco. Zresztą spójrzcie na więcej zdjęć:


Ramiona, brzuch, nogi – bardzo mnie motywuje jej figura. W dodatku sama Ciara jest też bardzo urodziwą kobietą.

W maju tego roku Ciara została szczęśliwą mamą :) Podczas ciąży wyglądała naprawdę kwitnąco:



A tak Ciara wygląda po urodzeniu dziecka:


Jak widać bardzo szybko wróciła do formy. W dodatku wydaje mi się, że teraz wygląda jeszcze lepiej niż przed ciążą. Taka naturalna i promienna.

Jak Ciara dba o sylwetkę? W wywiadach przyznaje, że od zawsze była wysportowana. Ale też dodaje, że odkąd urodziła dziecko jeszcze bardziej przykłada się do dbania o siebie. 


Ćwiczy zazwyczaj godzinę dziennie z osobistym trenerem. Jej treningi to mieszanka ćwiczeń siłowych, plyo i interwałów. Ostatnio na swoim instagramie (@ciara) zamieściła krótkie relacje z treningów.

Piosenkarka podkreśla, że w diecie najważniejsze jest zachowanie równowagi – nie trzeba być we wszystkim w 100% idealnym, ale trzeba zachować zdrowy rozsądek. 


Ciara jada 5-7 posiłków dziennie, co około 3 godziny, nie rezygnuje z mięsa czy węglowodanów, a jej dieta jest zbilansowana. Z tego co widziałam na instagramie jej codzienne posiłki wyglądają zaskakująco zwyczajnie – np. ziemniaki, brokuły i kurczak :)

A co Wy sądzicie o Ciarze? Podoba się Wam jej sylwetka i ona sama jako kobieta?

źródła zdjęć: zimbio.com, Ciara instagram

sobota, 6 grudnia 2014

Mój dzienny jadłospis nr 10

Poniższe posiłki pochodzą z wczorajszego, dość intensywnego dnia. Tak zazwyczaj wygląda moje menu gdy rano robię trening a potem idę na resztę dnia do pracy.



Obecnie zdecydowanie wolę ćwiczyć rano przed pracą, gdyż mam wtedy więcej energii i jestem pozytywnie naładowana na cały dzień.


O 6 rano nie za wiele może mi przejść przez usta, jednak aby nie ćwiczyć na czczo zjadam takie mini-śniadanie, które nazywam kleikiem proteinowym :) Ugotowany ryż mieszam z odżywką białkową i wodą. Papka na zdjęciu może nie wygląda apetycznie, ale smakuje naprawdę fajnie, jak takie kleiki dla dzieci.



Godzina 9. Po treningu jem już normalne śniadanie. Praktycznie zawsze jest to placek owsiany, który nigdy mi się nie nudzi. Jeśli jeszcze ktoś nie widział to tutaj podawałam przepis (obecnie jednak robię go z nieco innych proporcji).



Godzina 13. W pracy mam zawsze 2 przerwy. Pierwsza jest godzinna, a druga 20-minutowa, więc zawsze zdążę na spokojnie zjeść jedzenie, które zabieram w pojemnikach oraz wypić kawę. Na pierwszy ogień poszedł kurczak z kaszą pęczak i warzywa.



Godzina 16. Mój drugi posiłek w pracy to tuńczyk z ryżem basmati i resztą kaszy. Do tego warzywa i orzechy.



Godzina 20. Ostatni posiłek po powrocie do domu: omlet z 2 jajek z dodatkiem cebuli i resztki kurczaka (oraz trochę łososia na wierzch) oraz sałata z sosem balsamicznym.


Tabelka z kcal i proporcją BTW:



Menu jak zwykle nieskomplikowane, ale takie lubię najbardziej, zwłaszcza podczas zajętego dnia. A co Wy zazwyczaj jadacie jak jesteście większość dnia poza domem?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...