niedziela, 28 grudnia 2014

Ubrania i akcesoria sportowe - mój zbiór

Jeśli chodzi o stroje sportowe, to stawiam im kilka warunków. Musi być wygodnie (nie uwierać, drapać, spadać, podwijać...), praktycznie (dobrze  znosić ciągłe traktowanie pralką i suszarką, nie farbować) i w miarę przyzwoicie wyglądać (pojęcie względne :D).

Jak wiecie staram się dążyć do minimalizmu, więc moja kolekcja sportowych ubrań jest dość skromna. Udało mi się jednak dopracować zaufane zestawy, które są ze mną na dobre i na złe.


Zacznę od butów. Jedne używam do treningów w domu, a drugie na zewnątrz. Obie pary pochodzą z Adidasa. Te z lewej kupiłam rok temu, ich model to Duramo 5. Jestem bardzo zadowolona, świetnie stabilizują stopę i są wygodne. Te z prawej to Response 20 – to buty tzw. trailowe i kupiłam je z myślą o bieganiu i spacerach w terenie. Też dobrze się spisują, jednak nawet przy zwykłej rosie przemakają, co jest bardzo irytujące. 



Do domowego cardio potrzebuję czegoś bardzo lekkiego. Najczęściej zakładam mój ulubiony usztywniany top z H&M - mam go już ok. 3 lata. Spodenki również pochodzą z H&M i mają jakieś... 8 lat! Muszę przyznać, że jakość sportowych ubrań z H&M jest genialna – setki prań i treningów, a ciągle wyglądają bardzo dobrze. Do tego zegarek sportowy (uwielbiam liczyć czas :D) oraz wspomniane wcześniej buty.



Podczas treningów siłowych najczęściej ćwiczę w dłuższych spodniach, by się za bardzo nie poobijać. Legginsy ze zdjęcia to Lonsdale – niesamowicie wygodne i są fajnie dopasowane. Niestety szukam ich godnych zastępców, gdyż prują się na bocznych szwach i mam już dosyć ich ciągłego zszywania. Do tego zakładam zwykły bawełniany top (z bazarku w Polsce) i „domowe” adki.



Jogging na dworze to już większy ekwipunek. Jako że jestem zmarźluchem, potrzebuję wielu warstw. Zawsze są to długie spodnie, top ze stójką (bazarek w Polsce), ciepła bluza, czapka, adki terenowe, zegarek oraz mp3.



Na koniec zbliżenie na akcesoria, których posiadam aż dwa :D Wystarczają mi one całkowicie. Prosty zegarek Casio kupiłam za ok. 8 funtów - posiada stoper i podświetlenie, więc do biegania czy cardio spisuje się wyśmienicie. Słuchać muzyki zdecydowanie wolę na MP3 niż np. w telefonie. To maleństwo wrzucam do kieszeni lub wieszam na smyczy, zakładam słuchawki i mogę sobie biegać czy spacerować do woli.

To w zasadzie cała moja kolekcja sportowych ubrań i akcesoriów. Mam jeszcze 2 zapasowe pary spodni (jedne na lato, drugie na mróz) oraz dodatkowy top. I to wszystko. Kiedyś miałam więcej, ale teraz zawartość mojej szafy jest już bardziej po stronie minimalizmu.

PS. Oczywiście post nie został zasponsorowany przez żadną ze wspomnianych firm, wszystko to moje własne zakupy i osobisty wybór.

A co Wy najchętniej zakładacie do ćwiczeń? Macie jakieś swoje sprawdzone zestawy?

czwartek, 25 grudnia 2014

2 lata na emigracji... i co dalej?

Świąteczny czas to dla mnie zawsze moment na emigracyjne przemyślenia, bowiem 2 lata temu podczas tego okresu wyjechałam z Polski. Ten rok, może nie tak przełomowy jak poprzedni, ale również był pełen zmian oraz zarówno momentów euforii jak i frustracji, nostalgii.


Patrzę sobie na moją świąteczną minimalistyczną „choinkę” i rozmyślam nad mijającym czasem. To już kolejne święta w Anglii.

W tym roku najwięcej zawirowań było pod względem pracy. Przekonałam się, że praca w korporacji nie jest dla mnie – byłam tam kompletnie nieszczęśliwa, nie radziłam sobie z presją i stresem, korporacyjna atmosfera to nie moja bajka. Rzuciłam to wszystko w cholerę i wróciłam więc na stare śmieci, czyli do pracy w Zarze. 



Pamiętam, jak zrobiłam to zdjęcie – było to po tym, jak zdecydowałam się wyrwać z wyścigu szczurów. Poczułam wtedy niesamowitą wolność :)

Cieszę się, że to wszystko potoczyło się w ten sposób. Poza tym wróciłam do Zary na inne stanowisko. Jestem tzw. koordynatorem magazynu (lub jak kto woli „magistrem-magazynierem” ;-)). Zarządzam magazynem wszystkich działów, dbam o obieg towaru, robię transfery między sklepami itd. Praca idealna dla mojego charakteru, bo jestem zorganizowana i lubię jak wszystko jest dobrze rozplanowane. No i nie muszę użerać się z klientami, ha ha :) Póki co nie przewiduję więcej zawodowych zmian, jest mi dobrze tak jak teraz.


Oczywiście praca w handlu też do łatwych nie należy, szczególnie podczas okresu świątecznego, gdy ludzi ogarnia szał zakupów. Na zdjęciu londyński Selfridges - jeden z najsłynniejszych domów handlowych i jego świąteczne wystawy. Ja dzisiaj relaksuję się w domu przed jutrzejszym Boxing Day - dniem, w którym w Anglii ruszają świąteczne wyprzedaże i ludzie od samego świtu szturmują sklepy. Ja oczywiście nie wybieram się na zakupy, lecz do pracy, ale w sumie nie mam nic przeciwko, bo w święta mamy podwójnie płatne.

Tak szczerze? Porzuciłam ambicje o robieniu „kariery”. Jak kiedyś wrócę do Polski to i tak mam pomysł na siebie i imponujące CV nie będzie mi do jego realizacji w ogóle potrzebne. 2 lata na emigracji mijają, nasuwa się pytanie: co dalej? Póki co zostajemy tutaj. Jeszcze co najmniej półtora roku, a możliwe, że i dłużej. Mam swoje małe cele i wiem, że to co robię ma sens :)

Pozdrawiam Was serdecznie i życzę Wam miło spędzonej reszty Świąt :)

sobota, 20 grudnia 2014

Aktualne cele treningowe, sylwetkowe i dietetyczne

Jeśli miałabym podsumować mijający rok pod względem fitnessowym, to oceniłabym go bardzo dobrze. Treningi, dieta... W zasadzie to dla mnie rutyna, ale taka przyjemna. Z aktualnej formy też jestem zadowolona, ale wiadomo, zawsze chce się więcej.

Jakie są więc moje fitnessowe cele (i sposoby ich realizacji) na początek nowego roku? Podzieliłam je na kilka kategorii.

Pod względem treningowym:

1. Nadal skupiać się na treningach siłowych. Obecnie przez grudzień robię lekką obwodówkę (z mniejszymi ciężarami i większą ilością powtórzeń), ale już niedługo zaczynam nowy plan siłowy – wkrótce na pewno podzielę się szczegółami. Poza tym 

2. Operować większymi ciężarami – o tak, zdecydowanie czuję potrzebę progresu. Zwłaszcza w podstawowych ćwiczeniach wielostawowych typu przysiad, martwy ciąg itp.



3. Dbać o technikę ćwiczeń i na bieżąco ją monitorować. Ćwicząc samemu obserwacja w lustrze niestety nie zawsze wystarcza, najlepiej regularnie nagrywać wykonywanie ćwiczenia i robić zdjęcia. Zauważyłam, że wtedy zdecydowanie łatwiej wyłapać wszelkie niedociągnięcia i je potem korygować. 

Cele sylwetkowe:
Choć nadal marzę o sześciopaku to wiem, że musiałabym zrzucić jeszcze sporo BF by wydobyć go na światło dzienne. Chciałabym jednak popracować nad tym, by mieć ogólnie bardziej zarysowane mięśnie i cały czas ulepszać ich „jakość”. Nie chciałabym jednak robić typowych cyklów masa-redukcja, bardziej interesuje mnie dłuższa droga pt. build lean :) Poniżej kilka sylwetek, które mnie inspirują:



Cele dietetyczne:
Oczywiście cały czas trzymam się czystej diety (klik – notka o moim sposobie odżywiania). Ostatnio przez jak wiecie byłam na odrobinę ujemnym bilansie (ok. 1800-1900 kcal), teraz wraz z rozpoczęciem nowego planu siłowego chcę zwiększyć kaloryczność do ok. 2000-2100 kcal i obserwować co się będzie działo. Rozkład BTW podobny jak do tej pory.



Produkty w mojej diecie są cały czas te same, choć niedawno zmniejszyłam spożycie nabiału i pszenicy. Na początku był to tylko eksperyment na parę dni, ale muszę Wam powiedzieć, że dzięki temu bardzo polepszyło mi się samopoczucie i wygląd brzucha, dlatego tak już zostawiłam. Z nabiału jadam nadal sery.

Dajcie znać, czy Wy też macie jakieś cele fitnessowe na najbliższe miesiące?

wtorek, 16 grudnia 2014

Misja poranne wstawanie

We wstawaniu skoro świt zawsze widziałam coś magicznego. Ta cisza i spokój oraz świadomość, że robimy rzeczy, które inaczej byłyby przekładane na później. 

Niestety jestem typem sowy i często zdarza mi się zasiedzieć do późnego wieczora, nie robiąc przy tym nic szczególnego - takie siedzenie dla siedzenia. To zabiera mi komfort psychiczny, bo po pierwsze nie wysypiam się wystarczająco, po drugie i tak nie robię nic pożytecznego. Ta notka powinna mieć więc tytuł „Misja wczesne kładzenie się spać” :). Bardzo zainspirował mnie post Nissiax83 o zostawaniu rannym ptaszkiem – zmotywowałam się i ostatnio wprowadziłam w życie mój mały plan :)

Postanowiłam stworzyć swoją wieczorną i poranną rutynę, by mój dzień był zorganizowany i nie łapać się dziesięciu czynności na raz:

Co staram się robić wczesnym wieczorem jak najszybciej, zaraz po przyjściu z pracy:
- przygotowanie jedzenia na rano i do lunchboxów
- prysznic oraz „dłuższe” zabiegi pielegnacyjne typu mycie włosów, peeling, balsam itp.
- przygotowanie ubrań na rano
- stworzenie względnego porządku w mieszkaniu


Wieczorny relaks i spokojny sen zamiast gorączkowego nadrabiania spraw całego dnia? Jestem na tak! A polarowa piżama z Primarka jest na zimowe wieczory niezastąpiona :)

Doszłam do wniosku, że lubię spokojne wieczory, kiedy do najpóźniej godziny 21 mam już wszystko z listy „załatwione” i przebrana w piżamę jestem gotowa na wieczorny relaks – krótkie surfowanie po internetach ;), odcinek ulubionego serialu. Godzina 22 to już pora zasypiania. 

Moja idealna godzina na pobudkę to 6 rano. Poranki zdecydowałam spędzać produktywnie – robiąc rzeczy, które lubię, ale które wymagają ode mnie nieco wysiłku – zarówno tego  fizycznego jak i intelektualnego. Do tych czynności należą między innymi (oczywiście nie wszystko na raz, każdego ranka robię jedną lub dwie z tych rzeczy):
- trening
- spacer z psem
- zapisywanie w moim notatniku różnych planów, inspiracji i pomysłów
- sklecenie notki na bloga 

Największą satysfakcję sprawiają mi poranne spacery z psem – Paris może się porządnie wybiegać, a ja nie mam wyrzutów, że zostanie sama w domu na cały dzień. A to zdjęcia z ostatniego porannego spaceru:


Ziiimno! Szron na trawie, mroźne powietrze. Moja kurtka i czapka dają radę :)



Wschód słońca, piękne widoki i niezawodny kompan do spacerów. Czego chcieć więcej?

Do tej pory realizacja mojego planu ma się całkiem dobrze. Co prawda jeszcze nie zawsze udaje mi się trzymać założonych godzin, ale już powoli wczesne kładzenie się spać i wczesne wstawanie stają się to moją rutyną. Bardzo polubiłam taki rozkład dnia. 

A jak to jest u Was – należycie do sów czy skowronków? Planujecie swoje dni czy działacie spontanicznie?

środa, 10 grudnia 2014

Sylwetkowa inspiracja: Ciara

Jeśli miałabym wymienić kilka swoich sylwetkowych ideałów, to oprócz opisywanych już przeze mnie Jessiki Biel oraz Kelly Rowland, na liście bez wątpienia znajdzie się Ciara. 


Ta kobieta chyba od zawsze ma niesamowicie wyrzeźbione ciało i zarazem wygląda bardzo kobieco. Zresztą spójrzcie na więcej zdjęć:


Ramiona, brzuch, nogi – bardzo mnie motywuje jej figura. W dodatku sama Ciara jest też bardzo urodziwą kobietą.

W maju tego roku Ciara została szczęśliwą mamą :) Podczas ciąży wyglądała naprawdę kwitnąco:



A tak Ciara wygląda po urodzeniu dziecka:


Jak widać bardzo szybko wróciła do formy. W dodatku wydaje mi się, że teraz wygląda jeszcze lepiej niż przed ciążą. Taka naturalna i promienna.

Jak Ciara dba o sylwetkę? W wywiadach przyznaje, że od zawsze była wysportowana. Ale też dodaje, że odkąd urodziła dziecko jeszcze bardziej przykłada się do dbania o siebie. 


Ćwiczy zazwyczaj godzinę dziennie z osobistym trenerem. Jej treningi to mieszanka ćwiczeń siłowych, plyo i interwałów. Ostatnio na swoim instagramie (@ciara) zamieściła krótkie relacje z treningów.

Piosenkarka podkreśla, że w diecie najważniejsze jest zachowanie równowagi – nie trzeba być we wszystkim w 100% idealnym, ale trzeba zachować zdrowy rozsądek. 


Ciara jada 5-7 posiłków dziennie, co około 3 godziny, nie rezygnuje z mięsa czy węglowodanów, a jej dieta jest zbilansowana. Z tego co widziałam na instagramie jej codzienne posiłki wyglądają zaskakująco zwyczajnie – np. ziemniaki, brokuły i kurczak :)

A co Wy sądzicie o Ciarze? Podoba się Wam jej sylwetka i ona sama jako kobieta?

źródła zdjęć: zimbio.com, Ciara instagram

sobota, 6 grudnia 2014

Mój dzienny jadłospis nr 10

Poniższe posiłki pochodzą z wczorajszego, dość intensywnego dnia. Tak zazwyczaj wygląda moje menu gdy rano robię trening a potem idę na resztę dnia do pracy.



Obecnie zdecydowanie wolę ćwiczyć rano przed pracą, gdyż mam wtedy więcej energii i jestem pozytywnie naładowana na cały dzień.


O 6 rano nie za wiele może mi przejść przez usta, jednak aby nie ćwiczyć na czczo zjadam takie mini-śniadanie, które nazywam kleikiem proteinowym :) Ugotowany ryż mieszam z odżywką białkową i wodą. Papka na zdjęciu może nie wygląda apetycznie, ale smakuje naprawdę fajnie, jak takie kleiki dla dzieci.



Godzina 9. Po treningu jem już normalne śniadanie. Praktycznie zawsze jest to placek owsiany, który nigdy mi się nie nudzi. Jeśli jeszcze ktoś nie widział to tutaj podawałam przepis (obecnie jednak robię go z nieco innych proporcji).



Godzina 13. W pracy mam zawsze 2 przerwy. Pierwsza jest godzinna, a druga 20-minutowa, więc zawsze zdążę na spokojnie zjeść jedzenie, które zabieram w pojemnikach oraz wypić kawę. Na pierwszy ogień poszedł kurczak z kaszą pęczak i warzywa.



Godzina 16. Mój drugi posiłek w pracy to tuńczyk z ryżem basmati i resztą kaszy. Do tego warzywa i orzechy.



Godzina 20. Ostatni posiłek po powrocie do domu: omlet z 2 jajek z dodatkiem cebuli i resztki kurczaka (oraz trochę łososia na wierzch) oraz sałata z sosem balsamicznym.


Tabelka z kcal i proporcją BTW:



Menu jak zwykle nieskomplikowane, ale takie lubię najbardziej, zwłaszcza podczas zajętego dnia. A co Wy zazwyczaj jadacie jak jesteście większość dnia poza domem?

niedziela, 30 listopada 2014

Denko październik - grudzień 2014 + zakupy kosmetyczne

Kosmetyki, które zużyłam w ostatnich miesiącach to głównie niedrogie, podstawowe produkty. Zdarza mi się czasem skusić na coś z wyższej półki, ale cały czas poszukuję perełek pt. tanie i dobre ;) Denko to taki dobry odsiew bubli, dzięki czemu wiem, do których produktów lepiej nie wracać. A oto zużycia ostatniego czasu i zarazem ostatnie denko w tym roku (oznaczenia kolorami: dobre, średnie, złe):



1. Radox Coconut Kiss – żel pod prysznic. Całkiem przyjemny, ale zapach kokosa był dość przeciętny. Znam bardziej „żywo” pachnące kokosowe kosmetyki.

2. Niea Creme Care – żel pod prysznic. Za kremem Nivea nie przepadam, ale jego zapach uwielbiam. Ten, kto wymyślił żel pod prysznic o tym unikatowym zapachu, był geniuszem ;) Jak widać uzależniłam się od niego, poszły już 2 opakowania :)

3. Scholl Athlete’s Foot – spray do stóp. Czasem pieką mnie stopy i nie wiem dlaczego, bo nie mam żadnego zakażenia itp. Myślałam, że ten spray będzie łagodził drapanie, ale nic z tego, wręcz je pogłębia. Poza tym słabo się nakłada, nie wchłania się.

4. Gilette Sensitive – pianka do golenia. Dobra i tania. Używam cały czas, nie potrzebuję nic innego do szczęścia.

5. Timotei Pure – szampon do włosów. To już moja druga butelka. Dobry, minimalistyczny szampon, jednak ostatnio zaczął mnie męczyć – miałam wrażenie, że niewystarczająco oczyszczał i słabo się pienił. Niemniej jednak jeszcze kiedyś do niego wrócę.

6. Cien Repair & Care – odżywka do włosów. Odżywka z Lidla okazała się straszną słabizną – zarówno działanie jak i zapach. Na pewno do niej nie wrócę.

7. Batiste Tropical – suchy szampon. Wypełniał swoje zadanie bez zarzutów – świetny na awaryjne odświeżenie fryzury.

8. Right Guard Extreme Dry – dezodorant. Świetny, rześki zapach, który jednak nie utrzymuje się zbyt długo na skórze czy ubraniu, a szkoda.

9. Sure Linen Dry – antyperspirant. Ostatnio kupuję tylko te antyperspiranty, zmieniam tylko wersje zapachowe. Ten bardzo polubiłam, lubię takie świeże zapachy.

10. Simple Refreshing – żel do twarzy. Kolejny produkt, który kupowałam w kółko. Ostatnio też mi się już przejadł, bo zaczęłam mieć wrażenie, że był zbyt delikatny. Jednak dla suchej i wrażliwej skóry czy delikatnego mycia rano jest idealny.

11. Malin + Goetz Vitamin E – krem do twarzy. Próbka z gazety. Krem okazał się bardzo przeciętny, nie zachęcił mnie do kupna większego opakowania.

12. Malin + Goetz – balsam do ust. Z niego byłam bardzo zadowolona, bo był tłusty, ale szybko się wchłaniał i świetnie pielęgnował usta. Niestety nie lubię tubek, więc do niego nie wrócę.

13. Lancome Hydra Zen – krem do twarzy. Jestem na nie. Był bardzo ciężki, słabo się wchłaniał, nie nadawał się pod makijaż i twarz świeciła się po nim cały dzień.

14. Clinique Youth Surge Night – krem pod oczy. Bardzo przeciętny, nie zauważyłam nawet nawilżenia. O wiele lepiej spisuje się mój obecny krem ze świetlikiem FlosLeku.

15. Garnier Extra Dry Skin – krem do rąk. Rewelacja, w końcu znalazłam krem, który potrafi pomóc moim dłoniom. A nie jest to łatwe zadanie, bo podczas chłodnych dni skóra moich dłoni zamienia się w papier ścierny. Ten krem jednak naprawdę pomaga, wystarczy go używać tylko raz dziennie.


Sporo z produktów zielonych kupiłam ponownie, jednak na kosmetyki nie spełniające moich oczekiwań zdecydowałam się znaleźć lepszych następców. Ostatnio przed zakupem czegokolwiek sprawdzam recenzje w internecie, więc zazwyczaj nie jestem zawiedziona. Oto nowości w mojej kosmetyczce:


  • Clean & Clear Clear and Soothe – pianka do mycia twarzy. Zobaczyłam, że na stronie Bootsa to jeden z najlepiej ocenianych kosmetyków do twarzy. Dzięki temu dowiedziałam się o jej istnieniu i zdecydowałam na zakup. Jestem naprawdę zadowolona.
  • Oxy Seaweed Power – antybakteryjny krem do twarzy redukujący wypryski i przebarwienia. To nie taka nowość, bo już kiedyś go miałam. Istna perełka za 2 funty. Ale nawet jak by kosztował 30 to i tak bym go kupiła. 
  • Lush Cynthia Silvia Stout – szampon do włosów. Jest na bazie piwa, octu i cytrusów. Mieszanka wybuchowa? Tak, włosy wyglądają po nim bombowo :) Świetnie oczyszcza, nadaje blasku i pięknie pachnie. Bardzo cieszę się z zakupu.
  • Organix Macadamia Oil – odżywka do włosów. Jestem nią oczarowana, zakup okazał się strzałem w dziesiątkę. Chyba jeszcze żadna odżywka nie robiła mi na głowie takich cudów, a ostatnio naprawdę było mi to potrzebne.
  • Baylis & Harding Jojoba, Silk & Almond – żel pod prysznic. Wielka, półlitrowa butla z pompką, a w środku żel o zapachu budyniu waniliowego - ideał na zimę.

Cieszę się, bo więcej kosmetyków jest out niż in :) „Zakupy kontrolowane” też uważam za udane, póki co cieszę się nimi i postanawiam, że w grudniu nic dodatkowego nie przybędzie. A jak u Was kosmetycznie w ostatnim czasie, jakieś zmiany w pielęgnacji?

wtorek, 25 listopada 2014

Angielska rzeczywistość: moja okolica

Dziś chciałabym przybliżyć Wam okolicę, w którym mieszkam. Moje miasto nazywa się High Wycombe i ma około 120 tysięcy mieszkańców. 


Jego lokalizacja to niecałe 30 mil na północny zachód od Londynu, w hrabstwie Buckinghamshire. 



Krajobraz jest bardzo zróżnicowany, bo High Wycombe leży zarówno w dolinie Tamizy jak i w regionie gór Chiltern – mamy więc tu (dosłownie) góry i doliny.



Bardzo podoba mi się życie tu w Wycombe. Miasteczko jest spokojne, ale jego centrum zawsze tętni życiem. Posiada dobrą infrastrukturę – wszystko jest dobrze zorganizowane i pod ręką: mnóstwo sklepów, usługi, transport, tereny rekreacyjne. Na zdjęciu fragment deptaka oraz centrum handlowe. Wiadomo, istnieją też dzielnice zwane dodgy, czyli te cieszące się złą sławą, ale chyba każde miasto takowe posiada. 


Na koniec mam dla Was małą niespodziankę :) Postanowiłam zabrać Was na wycieczkę po okolicy, więc nagrałam krótki filmik. 



Co prawda pokazuję w nim jedynie dzielnice typowo mieszkalne, ale jeśli tak jak ja lubicie oglądać różnego rodzaju domy i domki to powinno Wam się spodobać :)

piątek, 21 listopada 2014

Cardio dnia: energiczny trening na niepogodę

Dzisiejsze cardio pochodzi z youtubowego kanału Dey Palencia Reyes. Ten kanał to moje ostatnie odkrycie, prowadzi go sympatyczna Kolumbijka. Słuchajcie, ta kobieta to torpeda :) Jest energiczna, konkretna, wesoła i ma zdrowe, ładne ciało – uwielbiam tego typu instruktorki.

Źródło: tumblr

Jej filmy nie są zbyt popularne w Polsce - pewnie dlatego, że są w języku hiszpańskim. Treningi są jednak bardzo proste i wystarczy przyjrzeć się danemu ćwiczeniu by je dobrze wykonać. Poza tym bardzo łatwo wyłapać istotne zwroty typu vamos („jedziemy”) czy terminamos (kończymy).

Dey Palencia Reyes ma mnóstwo treningów na swoim kanale, ja ostatnio w ramach domowego cardio przećwiczyłam ten zestaw:




Jej treningi pokochałam też za świetną, powerową muzykę w tle, przy takich nutkach od razu chce się ćwiczyć :)

Powyższe cardio jest bardzo proste w wykonaniu, większość treningu to skoczne ćwiczenia, np. różne wariacje pajacyków, skakanych przysiadów itp. Ostatnio przez 90% czasu mam na dworze niepogodę, więc zamiast leśnych joggingów na pewno będę sobie włączać filmiki tej sympatycznej kobietki.

Dajcie znać, czy zachęcił Was ten trening i czy spróbujecie. A może macie też coś godnego polecenia w ramach domowego cardio? 

środa, 5 listopada 2014

Ćwiczeniowy i dietowy update - listopad 2014

Przyszła pora na podsumowanie ostatniego planu treningowo-dietetycznego. Przez około 2,5 miesiąca ćwiczyłam siłowy FBW oraz trzymałam czystą dietę na nieco ujemnym bilansie. Początkowo plan ten miał być na 8 tygodni, jednak przedłużyłam go do 10. Zaczęłam nawet 11. tydzień, ale już nie mam siły go dokończyć, więc poprzestanę na 10. 

Przez cały czas czułam się świetnie, dopiero teraz jakoś spadło na mnie zmęczenie, choć to zapewne przez pracę, bo ostatnio brałam dużo nadgodzin. Dlatego zdecydowałam, że już czas przyluzować. Niemniej jednak z efektów jestem bardzo zadowolona. Tak prezentuje się aktualna forma:


Myślę, że udało mi się zgubić trochę BF :) A teraz póki co chcę trochę odpocząć i zrobić porządną regenerację :)

Na koniec tabelki z tygodnia X – po 10 powtórzeń w każdej serii (oprócz tych zaznaczonych inaczej): 





Już chodzą mi po głowie kolejne nowe plany treningowe, ale jeszcze zobaczę, na co konkretnie się zdecyduję. Pewnie nowy plan zacznę dopiero pod koniec listopada, a w międzyczasie planuję joggingi i może jakieś lekkie treningi z obciążeniem własnego ciała. Będę dawała na bieżąco znać.

A jak u Was minął październik jeśli chodzi o treningi i jedzenie?

środa, 22 października 2014

Zakupowa lista życzeń na jesień i zimę 2014

Długo zastanawiałam się nad tym, co chciałabym kupić i co potrzebuję na obecny jesienno-zimowy sezon. Ogromną przyjemność sprawia mi tworzenie listy zakupowej – szukam wtedy inspiracji na Pintereście, przeglądam sklepy online. Wiele rzeczy kusi, ale staram się, by końcowa lista była zawsze krótka i treściwa. A oto rzeczy, które są na mojej tegorocznej liście.

1. Nieprzemakalna i nie za ciężka parka. 


Zima w Anglii jest na tyle łagodna, że mój gruby pikowany płaszczyk jest na nią za ciepły. Za to w wyspiarskim krajobrazie deszcz jest stałym gościem, dlatego nieprzemakalność nowej kurtki była warunkiem koniecznym. Poza tym patrzyłam też pod kątem przydatności w górskich wędrówkach, więc celowałam bardziej w sklepy „trekkingowe”. 

Po długich poszukiwaniach udało mi się upolować tę kurtkę:


Niby zwykła, a tak naprawdę ma wszystkie przydatne funkcje, których nie posiadają kurtki z sieciówek. Jest nieprzemakalna, wiatroodporna, lekka i oddychająca, ale też izolująca ciepło. Przeceniona ze 100 funtów na 50 :) Wykonanie i jakość świetne (za jakiś czas Wam ją pokażę przy okazji posta z zimową garderobą).

2. Kolejny punkt na liście to buty trekkingowe. 


I tu podobnie – mają być nieprzemakalne i solidnie wykonane. Posłużą mi głównie do wędrówek w terenie (za jakiś czas napiszę Wam, w jakie to miejsce wybieram się na urlop na wiosnę :)), ale też na tyle zgrabne, żebym je mogła założyć czasem do miasta. Ten zakup nie jest pilny, ale będę śledziła promocje i wyprzedaże, by upolować jakiś dobry model.


3. Komplet czapka, rękawiczki i ew. szalik. 


To też zakup, który poczeka dopiero na czas wyprzedaży jak i na mój pracowniczy świąteczny bon Inditexu ;) Teraz jedynie kupiłam zwykłą tzw. beanie do spacerów z psem, natomiast na co dzień marzy mi się zestaw w jednym kolorze / wzorze. Kiedyś nie lubiłam takich kompletów, teraz bardzo mi się spodobały.

4. Ostatnim zakupem będzie książka. Co prawda książek fabularnych praktycznie w ogóle nie czytam, ale lubię za to poradniki i albumy. 


Ostatnio coraz częściej szukam inspiracji dotyczących wystroju wnętrz i planuję sobie, jak będzie wyglądało moje wymarzone mieszkanie :) Prosty styl skandynawski jest moim ulubionym, więc powyższa książka od razu wpadła mi w oko. Na pewno wkrótce ją zamówię, by umilała mi ponure wieczory.

U mnie to już koniec listy, nic więcej do szczęścia nie potrzebuję :) A co u Was jest w zakupowych planach na tegoroczną jesień i zimę?

Źródła zdjęć: pinterest, very.co.uk, amazon.co.uk

piątek, 10 października 2014

Ćwiczeniowy update - październik 2014

Wrzesień minął pod znakiem siłówki. Wykonałam w nim 12 treningów siłowych, czyli zgodnie z planem 3 razy na tydzień. Cardio (poranny jogging) wykonałam tylko 1 raz, pod koniec miesiąca. 

Źródło: tumblr

W październiku zamierzam dołożyć cardio chociaż raz w tygodniu i kontynuować siłowy – obecny plan treningowy przedłużę do co najmniej 12 tygodni, bo bardzo mi służy. Teraz jestem podczas tygodnia VIII, a w tabelkach porównanie tygodni IV i VII.





Jak widać obciążenie idzie powoli do przodu, ale... zabrakło mi znowu obciążenia :) Gdy nałożę wszystkie talerze na gryf sztangi to ma ona 38 kg, natomiast moja 1 hantla nie przekroczy 17,5 kg. Wygląda to więc teraz tak:



Na szczęście zamówiłam sobie niedawno 2 talerze żeliwne po 10 kg i już przyszły, więc jedziemy dalej :)


Widzę fajne efekty przy obecnym treningu i jedzeniu. Przydałaby się aktualizacja sylwetkowa, ale dodam ją dopiero po zakończeniu planu w ramach podsumowania. 

A co u Was w treningach i diecie?

sobota, 4 października 2014

Mój dzienny jadłospis nr 9

Jak to dobrze mieć wolny dzień.  Szkoda tylko, że już dobiega końca i jutro znowu do pracy. Niemniej jednak udało mi się dzisiaj uchwycić wszystkie moje posiłki. 


Od jakiegoś czasu jestem na nieco ujemnym bilansie, bo marzy mi się trochę ulepszona forma ;) 



Posiłek I. Placek owsiany. Ja wiem, że już przynudzam z tymi plackami, ale co zrobić jak je kocham ;) Ostatnio trochę zmodyfikowałam proporcje składników i często piekę w piekarniku od razu 2 porcje, więc jak wstaję wcześnie rano to już mam gotowe śniadanie.



Posiłek II (przedtreningowy). Pieczona pierś z indyka i bataty, kapusta. Obiad-ideał, mogłabym jeść taki codziennie. Ostatnio zasmakowałam w batatach, czyli słodkich ziemniakach. Colesław  z lekkim sosem zrobiony przeze mnie. Pewnie zabrzmi to mało wykwintnie, ale jestem smakoszem kapusty - to chyba moje ulubione warzywo.



Posiłek III (potreningowy). Pierś z indyka, bataty, papryka, bakłażan. Porcja wygląda na zdjęciu na wielką, ale większość talerza zajmują warzywa.



Posiłek IV. Sałatka z tuńczyka, jajka, orzechów i warzyw. Ostatni posiłek na pozytywne zakończenie dnia.


Poniżej tabelka z BTW i kcal wszystkich posiłków:



A co u Was dzisiaj dobrego na talerzu? Pozdrawiam i do usłyszenia :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...